Powerplay

WIEKO - Rockowa miłość

Zespół Wieko to sześciu muzyków, których wieloletnie kariery związane były z wielkimi polskimi zespołami: Perfect, Budka Suflera, DeMono, Brathanki, Turbo. 19 piosenek rozciąga się od granic prostego mięsistego rocka z lat '70 po dosyć skomplikowane aranżacje z pogranicza fusion . Sposób nagrania tej płyty jest też zupełnie niedzisiejszy. Całość muzyki została po prostu zagrana w studio na żywo. Teksty na płytę napisali znani polscy autorzy: Bogdan Olewicz, Andrzej Sikorowski, Zbigniew Książek, Stanisław Głowacz, Tomasz Zeliszewski.  Wieko to więc tak naprawdę supergrupa, złożona z weteranów polskiego rocka - gitarzystów Ryszarda Sygitowicza (Perfect) i Jacka Królika (Brathanki), perkusistę Tomasza Zeliszewskiego (Budka Suflera), basistę Mietka Jureckiego (Budka Suflera) i wokalistę Grzegorza Kupczyka (Turbo, C.E..T.I.). Składu dopełnia muzyk, którego nazwisko jest chyba największym zaskoczeniem – co jak co, ale saksofonistę Roberta Chojnackiego, przed laty współtwórcę De Mono, a potem autora nagranej z Andrzejem Piasecznym słynnej płyty "Sax & Sex", z rockiem za bardzo do tej pory nie kojarzono. A przyjemniej nie z takim, jaki trafił na ten album. "Błękitny dym" po brzegi wypełniony jest rasowym rockowym i hardrockowym wymiataniem, w paru miejscach nasączonym klasyczną bluesową ornamentyką. Zaskoczenie jest tym większe, że wszystkie spośród dziewiętnastu rozbitych na dwa krążki utworów wyszły właśnie spod placów Chojnackiego. Rzucona na start bezpretensjonalna "Rockowa miłość" czy następny z kolei "Gnam za nocy kres", w którym po raz pierwszy mogą wyszaleć się na gitarach panowie Sygitowicz i Królik, nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z czystym zawodowstwem. Z jednej strony zespół prezentuje się jak świetnie naoliwiona maszyna, z drugiej… po prostu świetnie brzmi. Spora w tym zasługa znakomitej produkcji, jak i faktu, że całość nagrywana była na tak zwaną setkę, czyli bez żadnych nakładek, na żywo w studiu. Cieszy też, że nikt się tu nie wychyla przed szereg, a gitarowe solówki wcale nie są przyćmione przez saksofon Chojnackiego – przeciwnie, można odnieść wrażenie, że pomysłodawca zespołu, chcąc uniknąć różnych posądzeń, celowo trzyma się trochę z tyłu.