Sylwester

Nigdy nie przepadalem za tym dniem. Z czego tu sie cieszyc, jak juz zaraz bedziemy o rok starsi? Na takim prawdziwym balu to bylem tylko u was, w Chicago. Usmiecham sie do starych fotografii, na których jestem muszkieterem... Czas plynie za szybko. Niestety coraz szybciej. Najbardziej nietypowe sylwestry w moim zyciu to te na Antypodach. Jeden na balu w Sydney, jeden na plazy w Surfers Paradise, z truskawkami, szampanem i spalonymi stopami, a dwa w Nowej Zelandii, czyli prawie najdalej jak mozna. Na lodowcu na wyspie poludniowej i w gejzerach na poludniowej. W tym roku za oknem listopad, zupelnie bez zimowej atmosfery. Ja troche w pracy, troche na kolacji ze znajomymi. Doczekalem pólnocy, szampan i ...spac, bo 1 stycznia znów na antenie podsumowalem 2003 rok. Wybralem najlepsze plyty. W kraju : Kayah, Raz Dwa Trzy, Reni Jusis, Ladies, Hey... Na swiecie : Sting, Annie Lennox, Fleetwood Mac, Madonna, Seal, Michael Buble’, Peter Cincotti... I znów jak w piosence Czerwonych Gitar moglem zaspiewac : “to byl rok, dobry rok, z zalem dzis zegnam go…”. Zawsze tak spiewam, nawet jesli rok byl niezbyt udany. Ten ostatni nawet niezly. Jezdzilem po swiecie, pracowalem tak jak lubie, znaczy wiecej radia, mniej MTV Classic. Ulozylem piata plyte Smooth Jazz Cafe (sprzedano juz ponad 10 tysiecy sztuk, co nie jest zlym wynikiem...). Nie chorowalem. No zyc nie umierac! Tak, chyba jestem szczesciarzem i jest mi z tym dobrze. Prosze mi zyczyc, zeby to sie nie zmienialo. A ja Panstwu zycze nie tylko najwspanialszego roku, ale wszelkiej pomyslnosci na cale zycie. Prosze pamietac, ze wszystko zalezy od nas. „Jak sobie poscielesz...”. Poza tym zycze duzo zdrowia, bo ono najwazniejsze, dobrego radia, pieknej muzyki, czyli tego wszystkiego, czego sam bym sobie zyczyl. No i jeszcze bym chcial, zeby byl pokój na swiecie... Wiem, to juz za duzo zyczen jak na jeden rok.
(2 stycznia 2004)

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8