Frutti di Marre !!!!

Jestem, jestem... Ostatni dzien wakacji spedzam w Porto, w mojej ulubionej miejscowosci na Korsyce. Od tygodnia slucham tylko korsykanskich rytmow, ale takze troche Radia Monte Carlo. Radio publiczne glównie tu mówi, albo gra muzyke klasyczna. A jesli graja to Radio Nostalgie. Mnie to nie przeszkadza, bo jestem sentymentalny i... lubie stare francuskie piosenki. Korsyka to jeszcze ciagle Francja, ale nie wykluczone ze Korsykanie wywalcza sobie wreszcie wolnosc, bo walka caly czas trwa. Jestem na Korsyce szosty raz. Zakochalem sie kiedys w takim malym miasteczku Porto. Piekna wyspa z fantastycznymi miejscami do absolutnego zakochania sie w nich. Korsykanskie jedzenie to oczywiscie Frutti di Marre, ale jadlem takze tutaj takie rzeczy ze boje sie ze gdybym zobaczyl je zywe to nie wiem czy bym to kiedykolwiek zjadl.Tutaj niezwykle pachnie olejkiem eukaliptusowym, bo dookola rosna te drzewa. Chyba jednak jestem misiem koala. Erbalunga jest na Cap Corse, tu spedzilem prawie cale wakacje. Czulem sie jak na planie 'Historii zóltej cizemki', takie to miejsce. Dziwnie, ale i pieknie. Pogoda jak latem, choc pisze te slowa w ostatni dzien lata. Wracam, bo stesknilem sie za codziennoscia, ale bede tu wracal, bo uwielbiam Korsyke.
( 19 wrzesnia 2003)

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8