Zlote Przeboje…

No to jestem juz spowrotem w Polsce! Warszawa przywitala mnie sniegiem, deszczem, zimnem. A mialem tego dnia tyle spraw do zalatwienia. Lodowka pusta… Radio czeka… „Zlota marynara” do odebrania… Udalo sie nie przeziebic od razu. Letleg jak zwykle. Nic to, mam duzo listow do napisania, duzo plyt do posluchania. Nic nie moze mnie oderwac od Eagles „Long Road Out Of Eden”. Tak, to jest jedna z moich plyt roku. Nic tego nie zmieni, choc nadal mam kilka nieprzesluchanych nowosci. Wczoraj odbyla sie w Warszawie konferencja prasowa, na ktorej oglosilismy szczegoly mojej nowej pracy. Bylo milo… Juz zeszta wszystko wiadomo. Jutro rano zaczynam. Od 10 do 13 „Zlote, slodsze i najslodsze”, a potem to juz pojdzie. Dzis wieczorem jeszcze koncert Ewy Bem, zapowiem kolede z albumu „Piosenki z dzwoneczkami”. Jutro rano TV, a potem radio. Nie myslalem, ze tego bedzie az tyle. Znaczy mocno przyspieszylo… A Swieta juz za pasem. Trzeba zaczac myslec o prezentach. W koncu jestem prezenterem! Kiedy bylem maly zawsze mi sie marzylo, ze na Boze Narodzenie przyjdzie Mikolaj z workiem prezentow dla mnie. To sie nigdy nie zdarzylo, ale samo czekanie, marzenie… byly najpiekniejsze. Teraz ja jestem nieSwietym MiSkolajem w mojej rodzinie. Lubie sprawiac radosc dzieciakom. Do mnie Mikolaj juz nie musi w tym roku przychodzic. Mam juz najpiekniejszy prezent, specjalna wersje „Long Road Out Of Eden”. Nawet w snach nie marzylem o takiej plycie. Mam juz wersje australijska, amerykanska, polska i te specjalna. Jestem nie tylko prezenterem, ale i kolekcjonerem. No tak mam! p.s. najlepszego dla wszystkich dzisiejszych solenizantow…

piatek 30 listopada 2007

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8