Sydney znaczy slonce...

albo "sesja zdjec nieoczywistych". Sobota, w miescie pelno ludzi. Slonce, slonce, slonce. Pirat sie ze mnie smieje, ze mam francuski krem z blokiem 40, ale chyba dziala. Jak na razie nigdy mnie nie spalilo, choc spedzam w miescie kilka godzin dziennie. Przyjemnie spedzam, bo jestem urodzonym piechurem. Zszedlem Downtown juz kilka razy z dolu do góry i z powrotem. I moge tak chodzic codziennie, otwierajac dla Panstwa "male okno na Australie".To jeden z czytelników podziekowal za to okno. Pewnie ze sie ciesze z takich sygnalów. Dzis kod dostepu do Sydney 10! Chyba nigdy tak dobrze nie bylo. Jadac do miasta pociagiem zastanawialem sie, ile zrobie zdjec. Niby wszystkie najwazniejsze obiekty mam juz utrwalone, a jednak... Swiatlo w Australii jest inne niz u nas, to na pewno. Laskawe dla fotoamatorów, jakim i ja jestem. No to chodze i strzelam. Patrze na ludzi. Lubie to robic. Zastanawia mnie zawsze, jak zyja. Sa inni, niz ja. Na pewno maja inne zycie. "Kazdy jest inny"... Tak, nie bede sie dluzej nad tym zastanawial, bo mnie rozboli glowa, przyznaje dzis chodzilem troche bez czapki. Trzeba sie hartowac przed wycieczka do Zachodniej Australii. Po wczorajszym deszczu zielen dzis jeszcze piekniejsza, bujniejsza. W parkach cudownie pachnie, wszystko zyje. Znaczy nietoperze wygladaja, jakby byly martwe, ale one tylko tak dziwnie spia. Nic im nie przeszkadza, nawet turysci. Cizba ludzka w downtown, bo sobota jest inna. Artysci graja, spiewaja, zabawiaja... Podpisalem protest "Igrzyska i lamanie praw czlowieka w Chinach nie ida w parze". Zgadzam sie, wiec podpisalem. No i tak dzien minal. Znaczy polowa dnia. Teraz pakowanie, a wieczorem Wietnamczyk w Dulwich Hill. Zycie jest piekne... chwilami! Jutro rano lece z Piratami do Perth. Wpierw w tym Perth trafimy na Polonijne Dozynki. O tej porze roku? Tez sie zdziwilem. (10/27/2007)
























Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8