Sydney 2000/Chinatown

Znaczy dwa w jednym. Pirat mial wolny dzien, wybralismy sie wiec zobaczyc obiekty olimpijskie, a potem Chinatown. W deszczu, mgle, mzawce, bez slonca. Ale moze dlatego widac lepiej? Nie bylem jeszcze w tych miejscach, gdzie odbywaly sie Igrzyska Olimpijskie w 2000 roku, a zawsze chcialem to zobaczyc...Robi wrazenie. Tamte igrzyska byly sukcesem organizacyjnym, triumfem sportu, ale nic dziwnego. To miejsce jest jak miasto w miescie. Teraz troche opustoszale, ale przynajmniej nigdzie nie stalismy w kolejkach. Tam gdzie plonal ogien olimpijski teraz jest fontanna. Cala reszta obiektów sluzy sportowi i okolicom. Czy u nas tez tak bedzie po Euro 2012? Glupie pytanie, wycofuje je. Australia jest tyglem rasowym, Sydney i Melbourne chyba najbardziej. Mieszka tutaj wiele nacji, ale to Chinatown jest najbardziej widoczne. Nie ma tutaj takich greckich, wloskich, polskich miejsc. Az tak bardzo charakterystycznych i widocznych. Z taka odrebnoscia. Moze to dlatego, ze Chinczycy sa jednak niezwykla enklawa. Ponoc nie ma tutaj chinskich cmentarzy. Oni nie umieraja, na paszport tego, który odszedl przyjezdza z Chin nastepny, podobny jak dwie krople wody. Moze to prawda... Faktem jest, ze opanowali tutaj rynek sprzedawania owoców i warzyw. U nich zawsze najtaniej i zawsze swiezo. Jak oni to robia? Pracuj¹ chyba 24 godziny na dobe. Czy u nas tez tak bedzie? Glupie pytanie, wycofuje je. Ogromna przyjemnosc chodzic po ichnim bazarku, BAZARZE jak pól Warszawy! Czego tam nie mozna kupic? Mozna kupic chyba wszystko... Znaczy nie widzialem naszych sliwek w czekoladzie. Pewnie sa, tylko ich nie zauwazylem. Czas plynie, minely 4 godziny na wycieczke. Wracam do domu Piratów i pisze te slowa. Pozdrowienia z konca swiata...(2007/10/25)


















Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8