Snowy Mountains przywitaly nas... sniegiem!

Sobota i niedziela w Snieznych Górach, w których jest najwyzszy szczyt Australii - Góra Kosciuszki (oni tutaj wymawiaja "kozjosko") 2228 metrów. Jakies 500 kilometrów od Sydney w strone stanu Victoria, przez stolice Australii - Canberra. Podróz wygodna, bo poza swietnymi drogami, maja tutaj cala siec rewelacyjnych autostrad. Podróz zaczelismy o 6 rano, a okolo poludnia juz wjezdzalismy wyciagiem na góre...Thredbo to piekny kurort u podnóza Australijskich Alp. Tam z Piratami postanowilismy zostac na noc. Stamtad wyciagiem na góre i dalej piechota, zeby zdobyc szczyt. Pogoda byla cudowna... Znaczy prawie rewelacyjna, bo niestety wialo w twarz jak w kieleckiem. Sniegu jak widac jeszcze sporo, chodzenie po nim przy takim wietrze opóznia marsz. Móglbym napisac, ze zdobylem Góre Kosciuszki, ale tak nie bylo. Nie dalismy rady tylko dlatego, ze ostatni wyciag na dól odchodzil o 16. Cztery godziny to za malo, zeby w górach takich jak te pokonac trase 13.5 km. Znaczy Mlodzi Piraci by dali rade, ale Starszy Niedzwiedz juz nie. Moja wina, ale najwazniejsze jest zdobywanie, radosc z pieknej pogody i niezwykle pieknych okolicznosci przyrody. Mnie to wystarczalo. I cieszylem sie jak dziecko! Boze, jak tam cudownie... To zupelnie inne góry, niz moje ukochane Blue Mountains, ale chyba mam nowa milosc. Parki narodowe w Australii to odrebny temat, pewnie go kiedys potrace. Dotarlismy z Piratami do zamarznietego jeziora i pora bylo wracac, bo "ostatni pociag na dól" ucieknie. Nie uciekl, na dodatek z Gunia mielismy jeszcze na górze czas na lampke Shiraza, a Pirat byl taki nakrecony, ze poszedl na dodatkowa trase, a nastepnie zamiast wyciagu wybral zejscie na sam dól. Nie bede klamal, po zejsciu bolalo mnie chyba wszystko. Przyjemne zmeczenie, ale boli. Tak bylo wczoraj... Dzis rano po sniadaniu wybralismy sie do kolejnego pieknego miejsca. Charlotte Pass, jak w bajce. Góry jak mleko laciate. Zejscie do potoku z najczysciejsza woda na swiecie latwe, trudniej pod góre. Jak widac dalem rade. Niezwykle eukaliptusy, takich chyba jeszcze wczesniej nie widzialem. Pogoda taka, jaka widac na zdjeciach. Powrotna podróz do Sydney dluzsza, bo zatrzymalismy sie miedzy innymi u Rosjanina, który sprzedaje pstragi, a potem u Heidi z Austrii na pyszny lunch. Tak, Australia to tygiel rasowy. (2007/10/21)






Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8