Znowu Gory Izerskie

Lubie tam byc w dlugi majowy weekend, bo przyroda budzi sie tam wlasnie wtedy i jest pieknie. Tak pieknie, jak w tym roku to tam nie bylo jeszcze nigdy. Znaczy dla mnie ten raz byl jakis absolutnie wyjatkowy. Na szczytach jeszcze sporo sniegu, a na dole juz pelna wiosna. „Listki takie mlode”. 2 maja w Jakuszycach mialo miejsce pozegnanie sezonu zimowego. Sniezna Majowka zwykle sie udaje, nawet jesli, tak jak w tym roku nie ma juz na czym pobiegac, znaczy nie ma sniegu. Za to ognisko zawsze mozna napalic, a smazone kielbaski smakuja po 3 godzinnym marszu, jak nie wiem co. Marszow po gorach tym razem znacznie mniej, bo podpisywalem ksiazke i we Wroclawiu i w Szklarskiej. Bylo bardzo sympatycznie, bo na takie spotkania przychodza sami fani. 4 dni minely jak jeden. Chyba kiedys zostane w tych gorach na zawsze. No chyba, ze wybiore Blue Mountains w Australii. Albo jakis inny koniec swiata. Przymrozki zniszczyly nam w kraju czeresnie i wisnie. No tak… Byle jablka siê ostaly. Bez jablek nie mam zycia. Moge sobie odmowic wielu rzeczy, jablek nie! No i muzyki tez nie. Jeszcze nie wszystkie plyty z ostatniej dostawy z Chicago przesluchane, a juz by sie chcialo robic nastepne zakupy. Uzaleznienia sa okropne, ale i tak je lubie.

piatek 4 maja 2007
 

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8