Z parku do parku...

Z Cradle Mountain do Lake St.Clair. W Queenstown znow piekne zdjecia, lunch w Imperial Hotel. Jak w 19 wieku... Znaczy lunch OK, hotel jak sprzed 200 lat. Po drodze piekne widoki, dalej piekne widoki... Jaki to piekny kawalek swiata! W parku Lake St.Clair mieszkalismy w Derwent Bridge. Szefem motelu jest juz John, nie Murray. Nadal jest pieknie i wspaniale. Zmeczeni podroza nie pojechalismy tego dnia nad jezioro. Od rana w gory... Wybieramy 5 godzinna trase, do Shadow Lake i spowrotem. Robimy ja w 6.5 godziny, bo "sekcja fotograficzna" bierze wszystko. Kolano odmawia posluszenstwa. Strzyka w kregoslupie. Tak juz jest. C'est la vie... Po takim tracku padam jak dwie dychy. Nastepnego dnia jeszcze mala trasa Platypus Bay Walk, nie udalo nam sie niestety ustrzelic dziobaka... na zdjeciu oczywiscie. Potem 4 godziny w autobusie do Hobart i juz tu jestem. Jutro plyniemy na Bruny Island (szkoda, ze nie mam przy sobie nowego albumu Carli Bruni). Jeszcze 3 dni w Hobart i wracam na kontynent. Szkoda, ze nigdy wczesniej nie odwazylem sie na Overland Track. To takie przejscie pieszo z Cradle Mountain do Lake St.Clair. 65 kilometrow w 6 dni. Niby nic, ale to na wysokosci ponad 1000 metrow. Jest wyzwanie... Po 15 kilometrach do Shadow Lake juz wiem, ze Overland Track juz nie dla mnie. 6 takich dni nie dam rady. Nic to, sa inne rozrywki do endzojowania tu na Antypodach. Pogoda piekna, slonce swieci. Rano bylo chlodno, ale to w Derwent Bridge, tam gory... Prognozy na dwa dni sa rewelacyjne. Byle tylko nie kolysalo za mocno. Statkiem (z jakim Tadkiem?) to ja nie za bardzo, ale na wyspe mozna tylko tak... Znaczy pojutrze to malutkim samolotem, ale o tym nastepnym razem...

niedziela, 25 lutego 2007

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8