Sydney w sloncu

Od rana Baywalk, czyli 7 kilometrów marszu dookola jeziora. W centrum miasta, no prawie w centrum. Canada Bay. Przed sniadaniem. Zdrowo... Na sniadanie jajecznica z pieczarkami i malymi cukiniami. Pycha... Daje sile na caly dzien. Ja juz raczej taka slabizna, a moze to ten wiek. Kawa w Starbucks stawia mnie na nogi i juz sie ciesze na caly dzien chodzenia po miescie. Darling Harbour, Opera, Pitt Street i George Street, dwie najwazniejsze ulice w miescie. W HMV jest nowy album Sarah Blasko. Zakupy plytowe odkladam na Melbourne. 28 stopni Celsjusza. Blekitne niebo, zdjecia beda piekne... Jutro Tasmania. Od samego rana. Samolot leci tam nie wiecej niz 90 minut. Ladujemy w Hobart. Mt.Wellington, a potem juz najwspanialsze na swiecie parki narodowe. Na koniec dnia na obiad wietnamczyk, znaczy kurczak w sosie z mleczkiem kokosowym. Palce lizac... Piekny dzien w Sydney. Same ladne wspomnienia. Tych coraz wiêcej...

czwartek 15 lutego 2007

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8