Walentynki w Sydney

Jestem na Antypodach! Mój ostatni raz? Tego nie wiem nigdy. Mam slaba silna wole. Jesli tu leciec, to tylko przez Wieden. No tak, ale Austrian w marcu konczy taki serwis. To moze i dla mnie znak, ze to ten ostatni raz. Bylo rewelacyjnie szybko, bo wiatr dobrze wial. Embrajerem godzina i 10 minut z Warszawy do Wiednia. Po krótkim czekaniu Boeing 777 - 200 do Sydney przez Kuala Lumpur. Pierwszy odcinek Wieden-Kuala to ponad 9400 kilometrów. Tym razem w 9 godzin i 40 minut. Rekord szybkosci, jesli idzie o moje przeloty. Serwis z usmiechem i australijskim winem. Czego trzeba wiecej? W Kuala póltorej godziny postoju technicznego, ze sprzataniem samolotu i prostowaniem kosci podróznych. Kuala-Sydney to prawie 6600 kilometrów. Tym razem w 7 godzin i 50 minut. Znowu niezle... Zasypialem nawet czytajac Cobena "Obiecaj mi". Trzyma w napieciu... Troche mnie zdenerowala licytacja która piosenka jest najgorszym przebojem lat 80. "Broken Wings" Mr.Mister, czy "We Built This City" Starship... Moze chlopaki sie nie znaja? Nic to... Jestem w Sydney, w Australii. 26 stopni Celsjusza, cykady daja koncert, o 4 rano beda mnie budzily papugi Coocoobarra. Im wolno. Tutaj lato... Takie najpiekniejsze.

sroda 14 lutego 2007

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8