Madonna na zywo?

Trzynascie lat temu, gdy Madonna wydala album „Bedtime Stories” mialem szczescie porozmawiac z Artystka. Paryz, Hotel Ritz… Bylo niezwykle. Pamietam to do dzis. Od tamtej pory inaczej slucham Jej muzyki. To chyba normalne. W 2000 roku, po ukazaniu siê albumu „Music” polecialem do Londynu na krótki, ekskluzywny koncert klubowy. Rozczarowal mnie i dlatego juz nie odwazylem sie wybrac na prawdziwy koncert Madonny. Wcale tez nie czekalem na koncertowe wydawnictwo CD & DVD „The Confessions Tour”. Najpierw posluchalem plyty, potem zobaczylem caly koncert. Rewelacja! Nie ma to oczywiscie nic wspólnego z prawdziwym koncertem, ale calosc fantastycznie wymyslona, zrealizowana i poprawiona w studiu robi wrazenie. Mysle, ze cala oprawa koncertowa byla Jej potrzebna tylko po to, zeby zrealizowac ten niezwykly projekt. Bo taki on wlasnie jest! Moja znajoma byla na tym koncercie w Londynie, potem ogladala efekt na DVD. Mówi, ze to dwie rózne sprawy. Tak mi sie wlasnie wydawalo. I wcale mi to nie przeszkadza. Nie traktuje tego, jako oszukanstwo. Jesli The Rolling Stones nagrali kiedys w studiu caly swój show, a nastepnie „markowali” go na trasie koncertowej (byly takie plotki), to tak nie wolno, ale ta kreacja, która wykonala Madonna bardzo mi siê podoba. Wole zreszta zobaczyc ten koncert w domu, przy lampce Shiraza z Australii, niz stac dwie, trzy godziny w Wembley Arena. No tak juz mam…

piatek 2 lutego 2007

Marek Niedźwiecki

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8