Falstart sezonu golfa?

W Chicago wprawdzie zima w pelni, ale golfisci z "wietrznego miasta" juz rozpoczeli nowy sezon. Tradycyjnie w pierwszej polowie lutego na Florydzie rozgrywany jest inaugurujacy sezon turniej golfa i tenisa ziemnego - "Polonia Open". Od roku turniej golfowy ma range Polonijnych Mistrzostw Swiata w tej dyscyplinie. Jak na impreze tej rangi, stanowczo jednak zbyt wiele bylo w tegorocznym turnieju organizacyjnych niedorobek. Z ogromnym, blisko 2-dniowym opoznieniem ukazaly sie rezultaty na oficjalnej stronie Tunieju. Jak to mozliwe, by impreza takiej rangi nie miala na biezaco wprowadzanych wynikow na swojej stronie? To jedna, ale nie najwieksza niedorobka. Igor Matyjek, czlonek Polonia Golf Club, uczestnik od lat tych turniejow mowi wrecz o powaznych brakach organizacyjnych, Jego zdaniem ten nowy osrodek - TESORO w miejscowoœci St. Lucia na Florydzie, przy tak wielu startujacych po prostu sie nie srawdzil. Pole nie bylo przygotowane do przyjecia takiej ilosci uczestników. Juz na rundy probne klub – wybudowany za wiele milionów dolarow - musial pozyczac wozki z innych klubów. A te nie byly przystosowane do pogody, jaka spotkala zawodnikow – nie mialy zaslon na kije, ktore w zwiazku z tym byly mokre, deszcz zacinal zreszta takze na siedzacych w wozku golfistow. Na jednym z pol byly wspaniale toalety z granitami w srodku, a na drugim w zabraklo nawet przenosnych. Pola sa ladne, ale bardzo trudne. Kolejnym minusem bylo konczenie rundy z poprzedniego dnia nastepnego dnia o swicie. Poza tym brak zywnosci i goracej kawy. Na kazdym, nawet malym turnieju, po dziewieciu dziurach organizator zapewnia przekaski – sandwich, jablko, czy banan i cos goracego do wypicia. Niestety tego na “mistrzostwach swiata” zabraklo... Owszem, byl piekny lunch z kucharzami, grillem, ale dopiero po skonczonej grze. A gra trwa w takim turniej do 6 godzin i kazdy zawodnik po kilku godzinach chcialby cos przegryzc. Obsluga pola – to kilku chlopców, którzy nosili kije, jeden starter, jeden kucharz, jedna kelnerka. Przy 150  osobach, które sie tam zjawily, to ta symboliczna obsluga zupelnie sie pogubila. Turniej pocieszenia rozgrywano na tak fatalnym polu, ze trudno byloby sobie gorsze wyobrazic. Niektorzy z zawodnikow w ogole zrezygnowali z wystepu na nim. Bowiem ne wiedzieli, kiedy tam maja jechac,  kto bedzie startowal. Nietypowa, niemal zimowa aura takze nie poprawiala nastrojow i humorow. Gorzkie slowa dorzucil inny czolowy golfista chicagowski – Jerzy Kozera: "To byla dziesiata rocznica tych turniejow, ale nie wiem czy nie byl to najgorszy turniej pod wzgledem organizacyjnym. Jak ocenic nowe pole? Powiem tak: To tak jakby zagrac mecz pilkarski na boisku od koszykowki. Takie odnioslem wrazenie, bo sam kiedys gralem w pilke. Ogromny, piekny club-house, ale dla nas nie to akurat mialo znaczenie. Dla nas liczylo sie pole golfowe. Nie przyjechalem po to, by podziwiac budynek, chcialem sobie pograc. Pola byly za male, za waskie. Dla nas, amatorow to byly bardzo niedobre pola. Nie tyle bardzo trudne, co warunki byly bardzo trudne. Kiedy konczono druga runde w sobote o 7.30 rano, temperatura wynosila 39 stopni F, do tego byl wiatr. Ani kawy, czy czegos innego, zupelnie nie bylo widac, by ktos sie o zawodnikow troszczyl". Nieco inaczej ocenia te zawody inny czolowy golfista Chicago – Marcin Szostak. "To, ze pole jest trudne, nie jest wina organizatorów, na tym polu grali profesjonalni gracze w roku 2007 w Ginn Classic na PGA Tour. Ja z samym polem nie mialem problemu - jest to trudne pole, wymagajace precyzji. Moze samo pole golfowe nie bylo przygotowane tak jak byc powinno, tak jak bylismy przyzwyczajeni w latach poprzednich w innych osrodkach. Jest to tylko i wylacznie wina wlascicieli pola. “Green’y” nie byly przycinane i walcowane kazdego dnia, co powodowalo frustracje zawodnikow. Z drugiej strony nasza mlodziez z Polski doskonale sobie radzila z tym polem! Moze my jako starsi juz wiekiem amatorzy, nie jestesmy wystarczajaco dobrzy aby grac na takim polu? I to jest cos co organizatorzy tego turnieju powinni wziac pod uwage na kolejne lata. Istotnie, chicagowscy golfisci wypadli zdecydowanie gorzej niz w poprzednich latach. Najlepszy z nich – Igor Matyjek byl piaty, Marek Bidus – siodmy; 15. - Jrzy Czupryna; 19. - Casey Sularski. Na pocieszenie w kategorii net wygral John Kumorowicz z Podhala Golf Club. Moze gdyby byly lepsze wyniki, to narzekan byloby mniej? Falstart organizacyjny – na pewno tak, ale i falstart sportowy chicagowian.

Wiesław Książek

Archiwum

1 2 3 4 5