40 lat zeglarskiego klubu

Na okolicznosciowym Balu w hotelu Marriotte w Schaumburg czlonkowie Joseph Conrad Yacht Club w Chicago swietowali 40-lecie istnienia swojego klubu. Jak doszlo do powstania zeglarskiego polonijnego klubu w Chicago? Jak sie rozwijal? Z jakimi problemami sie boryka? Jaka jest jego przyszlosc? Zaczne jednak od historii... „Wietrzne miasto” polozone nad rozleglym Lake Michigan stanowi idealna baze dla zeglarstwa turystycznego, czy tez regatowego. W organizowanych od 1898 roku najbardziej prestizowych regatach "Mackinac Race" - nie brakowalo na starcie polskich zeglarzy. W latach trzydziestych jeden z nich - niejaki Jedrzykowski trzykrotnie triumfowal w tej imprezie. W roku 1932 na jachcie "Princess Bagheera" oraz w latach 1934-35 na jachcie "Princess Elizabeth" polski zeglarz byl najlepszy. Naplyw emigracji z Polski w latach 60. spowodowal, ze wsrod nowo przybylych znalazlo sie wielu milosnikow zeglarstwa. Jesli stac ich bylo, kupowali lodki. Do klubow amerykanskich nie wstepowali z kilku co najmniej powodow: potrzeba wprowadzajacego sponsora, a swiezo przybyli rodacy czuli sie zagubieni w nowym swiecie, poza tym klopoty jezykowe, wreszcie nie dosc pieniedzy na oplacenie skladek w ekskluzywnych miejscowych klubach. Taka wlasnie grupka mlodych - w wiekszosci studentow Uniwersytetu Illinois skupila sie wokol Henryka Lubera, ktory byl posiadaczem niewielkiej lodki zaglowej o nazwie "Kormoran". Z ta grupa mlodych zapalencow spotkal sie w roku 1968 w stoczni przy Damen i Elston Ireneusz Gieblewicz, zeglarz ze Szczecina, ktory dwa lata wczesniej wyladowal w Stanach. Podobnie jak inni i on myslal o zebraniu polskiego zeglarskiego bractwa w jeden klub, jedna organizacje. 2 listopada 1969 roku powolany zostal oddzial Ligi Morskiej jako Yacht Club "Joseph Conrad". Na zebraniu tym dokonano wyboru pierwszego zarzadu klubu. Pierwszym komandorem zostal Henryk Luber.

W latach pozniejszych JCYC przezywal wzloty i upadki. Byly lata, gdy dzialalnosc klubu niemal calkowicie zamierala, brakowalo chetnych do pracy w klubie, ktory na dodatek nie posiadal wlasnej siedziby. Dzialalnosc ozywilo objecia komandorstwo przez Andrzeja Piotrowskiego w roku 1987. Jego wczesniejsze przyplyniecie jachtem „Solidarity” z Europy do Ameryki bylo swietna wizytowka dla klubu, o ktorym ponownie zaczeto pisac w srodkach masowego przekazu. Wznowiono szkolenie, klub goscil wielu znakomitych zeglarzy. Od 1988 roku jachty spod znaku JCYC uczestnicza w slynnych regatach Mackinac Race. Najwiekszy w nich sukces odniosl jacht „Blyskawica” pod wodza obecnego komandora klubu – Krzysztofa Kaminskiego, ktory w roku 2003 wygral rywalizacje w klasie open. Stanowilo to ogromna sensacje. W tym roku Blyskawica zajela czwarte miejsce w stawce 16 rywali w wprowadzonym po raz pierwszy tzw. „przedluzonym Macu”, na trasie: Chicago - Mackinac – Huron. W przeddzien Balu 40-lecia rozmawialem z wicekomandorem JCYC – Andrzejem Suchodolskim. Przyznal, ze wszystkie kluby zeglarskie przechodza pewien kryzys, zwiazany z obecnym stanem ekonomii kraju. Niektore z nich, ktore wczesniej kazaly sobie slono placic za czlonkostwo, teraz obnizaja stawki, chcac przyciagnac nowych czlonkow. W naszym klubie czlonkostwo wynosi 180 dol. rocznie, co jest suma symboliczna, bowiem w sredniej wielkosci klubach, np. w Columbia Jacht Club wynosi ono 2000 dol. W rekach czlonkow rzeczywistych JCYC, czyli tych ktorzy maja oplacone skladki, jest kilkanascie jachtow. Ale wielu wlascicieli dalszych jachtow pozostaje poza klubem. Dlaczego? Niektorzy nie wiedza o istnieniu JCYC, ale wielu wie, ale pomimo to trzyma sie z daleka. To przykre, ze rodacy – posiadacze jachtow, pomimo iz wiedza o klubie, nie probuja sie z nim zwiazac. Komandor nie rozumie takze dlaczego niezreszeni nie probuja startowac w regatach klubu. To wparwdzie tylko zabawa, ale cenna dla zeglarza. Bo zeglarstwo regatowe uczy nowych technik plywania, pozwala zachowac sie i odpowiednio zareagowac w zmiennych warunkach pogodowych. To jest wyzwanie, na regatach plywa sie inaczej, niz na turystycznej wyprawie.

- Jakie najwazniejsze problemy przed klubem?
- Na pewno sprawa lokalu – mowi wicekomandor Andrzej Suchodolski.
- Dotychczas korzystamy z gosciny Izydora Ryzaka. komandora PYANA , ale szukamy czegos innego. I byc moze uda sie ten problem niedlugo rozwiazac. Kolejny problem - w ostatnich latach spadla frekwencja na klubowych regatach. W tym roku cos sie ruszylo (w dwoch regatach JCYC uczestniczylo odpowiednio 14 i 15 jachtów) i mam nadzieje, ze w 2010 na stracie stanie 20, a moze i wiecej lodek. Musimy dotrzec do ludzi, którzy nie wiedza co moga miec z przynaleznosci do klubu, trzeba ich zaprosic do wspolpracy. Nadchodzacy rok nie powinien przyniesc jakichs rewolucyjncyh zmian w ustalonym i sparwdzonym od szeregu lat h armoniogramie klubowych imprez. Chociaz mysli sie o zorganizowaniku wyprawy na drugi brzeg Jeziora, wyprawy 2-3 dniowej, byc moze polaczonej z malymi regatami. Wiem, ze wielu zeglarzy polonijnych wyplywa na takie wyprawy i chcialibysmy to polaczyc.

Na jubileuszowym Balu 40-lecia obecnych bylo kilku dotychczasowych komandorow JCYC, w tym pierwszy komandor Henryk Luber, ktory przylecial z Kalifornii Szkoda tylko, ze zabraklo na Balu Andrzeja Piotrowskiego, od ktorego komandorstwa w drugiej polowie lat osiemdziesiatych nastapilo odrodzenie klubu.

Wiesław Książek

Archiwum

1 2 3 4 5