Swiateczne wspomnienia ks. Antoniego Dziorka

Nazywany jest powszechnie kapelanem sportowej Polonii, a w szczegolnosci kapelanem chicagowskiej Wisly. Ze sportem zwiazany od najmlodszych lat. Jak przypomnial, gdy rozmawialem z nim tuz przed Swietami Wilekiej Nocy, tak bylo od dziecinstwa. Kochal pilke i to byla znaczaca czesc jego zycia. Zaczelo sie od malego dziecka, gdy mieszkali w Sandomierzu. Gdy tylko uslyszal, ze gdzies kopia pilke, nikt z rodziny nie utrzymal go w domu. Mial na przyklad zadane na poniedzialek nauczenia sie na pamiec "Pana Tadeusza", a cale niedzielne popoludnie spedzal z chlopakami na boisku. Ks. Anoni Dziorek jest proboszczem w parafii Sw. Stanislawa, Biskupa i Meczennika w Chicago od 15 lat. I przez tyle lat trwaja jego zwiazki z polonijym sportem. Zanim jednak przed 28 laty wyladowal na amerykanskiej ziemi, pilka zyl w Polsce. Byl zapalonym kibicem krakowskiej Wisly ale i sam w wolnmych chwilach uprawia futbol. "Bylem „swiecony” w 1975 roku, a w Krakowie bylem w Seminarium w latach 1969-1975" - mowi ks. Antoni Dziorek. "Przyznaje ze bylem kibolem, chodzilem na kazdy mecz Wisly, pomimo iz zajecia seminaryjne nie bardzo mi na to pozwalaly. Rowniez sam rektor wolalby mnie widziec na nabozenstwie majowym czy innym, a my jakims cudem musielismy sie wywinac z seminarium boczna brama, by wyrwac sie na mecz. Jesli zaczynal sie o 7 wieczorem, a na dodatek gdy Wisla wygrala, to szlo sie pozniej na piwo. A zeby rektor cos nie wyczul, trzeba bylo cos przekasic. Bylismy wprawdzie doroslymi ludzmi, ale w seminarium obowiazuja pewne reguly gry. Mielismy umowionego kolege, ktory nam pewne drzwi o okreslonej godzinie otwieral". A kiedy sam zaczales kopac pilke? p zapytalem. "Nie bylo to jakies wielkie granie. Kiedy konczylem wstepne seminarium w Poznaniu, grywalismy w pilke na boiskach Warty. Byla tam nas ponad setka. Organizowalismy grupe i gralismy z trampkarzami Warty. Tak sie zaczela moja przygoda z pilka. A pozniej w Krakowie, gralismy w kleryckiej lidze. Skladala sie ona z 12 druzyn z roznych seminariow. Naszym rektorem byl kardynal Macharski, czasami na mecze przychodzil kardynal Wojtyla. Pamietam, jak gralismy z Cracovia, to udalo mi sie zdobyc trzy branki, wszystkie strzalami glowa. Na Bloniach czy innych boiskach, gdzie sie tylko dalo, rozgrywalismy nasze ligowe mecze. To byla dobrze zorganizowana seminaryjna liga. Wystepowaly w niej m. in. trzy bardzo silne seminaria – slaskie, czestochowskie i krakowskie Archidiecezjalne – w sumie ponad 250 nas grywalo regularnie. Z tego naprawde mozna bylo stworzyc silna reprezentacje. Sami Slazacy mieli kilku bylych pilkarzy II-ligowych. Cracovia, która zagrala przeciwko nam, nie miala szans. Nie tylko ten mecz nam tak wyszedl. Gdy przyjechalem do Chicago dzialalo tutaj kilka polonijnych klubow. W latach osiemdziesiatych zwiaazalem sie z Wisla, nawet gralem troche w oldboyach – na zewnatrz i w hali. Nie zawsze, bo nieraz obowiazki duszpasterskie nie pozwalaly na to np. w Wielki Piatek nie moglem. Tak zaciesniala sie znajomosc, poznalem tych chlopakow i ich prezesow i wtedy bardziej juz nie jako pilkarza, ale jakos oficjalne sprowokowali mnie bym zostal ich kapelanem. I tak mnie zaczeli nazywac. W koncu mi wmowili ten tytul. Zostalem i jestem do dnia dzisiejszego".

-Bedac na boisku, wplywales neraz na zachowanie zawodnikow.
"Istotnie, zdarzalo sie po przegranym meczu juz w szatni, ze ktorys tam ucial sobie mocny komentarz. Dodawane byly do tego niezbyt sympatyczne slowa. Ale zaraz inny z siedzacych obok temperowal takiego kolege. Panowie, panowie, mamy tu kapelana. Zagrajmy tak jak trzeba i nie rzucajmy tu miesem. Ja nawet bezposrednio nie interweniowalem, ale moja obecnosc na pewno w jakis sposob wplywala na ich zachowanie". Od 15 lat ks. Antoni Dziorek jest obecny na Swieconce w chicagowskiej Wisly. Tak bylo i w tym roku. W Wielka Soboite, wislacy spotkali sie w “Smakoszu” - lokalu zaprzyjaznionego z klubem p. Edwarda Kaminskiego. Zyczenia wislakom przekazal ks. Antoni Dziorek. Czego zyczyl? Wiadomo ze ten najstarszy klub poza granciami Polski klub od kilku lat pozbawiony jest wlasnej siedziby a wiec zyczyc jej wypada, by takowe miejsce dla siebie znalazla.

Wiesław Książek

Archiwum

1 2 3 4 5