Niezbadane wyroki

Niezbadane sa wyroki boskie i nie nam ludziom je badac. Ale czasem wyrok Opatrznosci dziwnie sie zbiega z ludzkim. Tyle, ze ten ludzki zawiera wiecej niedoskonalosci niz nawet traktat lizbonski w dalekiej Europie. Z jednego z krajow Europy, w ktorym lezy Bielsko, Nowy Sacz i inne piekne miejscowosci, przybyl do Ameryki mlody kaplan, salwatorianin, Waclaw Jamroz. Przybyl w poczatkach lat 90-tych ubieglego wieku, niemal w rok po uzyskaniu swiecen kaplanskich. Rzucil sie w wir pracy kaplanskiej, spolecznej i medialnej; dzialal w radiu i w telewizji dla Polonii na terenie Wietrznego Miasta. Skoro tak dzialal i poswiecal czas swoj, to doczekal sie tego czym ludzie obdarza kazdego kto wysunie sie przed szereg. Pewne jest, ze doczekal ludzkiej niewdziecznosci. Obstajac za racja jednej strony, narazal sie drugiej. Jesli wspieral i to ponoc finansowo (poprzez zbiorki) parafianke w jej rozstaniu z mezem, to nie parafiance sie narazal lecz mezowi. Podobno takze w pogoni za prawda, zagnal nieuczciwego adwokata, czlonka amerykanskiej palestry przed organ, ktory zawiesil jego uprawnienia do wykonywania zawodu. Ale to pogon za prawda w sluzbie Bogu, staly sie wyzwaniem ksiedza Waclawa. Byc moze Opatrznosc postanowila uwolnic go od ogromu ludzkiej niezyczliwosci i stalo sie, wyzional ducha w dniu 8 pazdziernika br. Bynajmniej nie zostal opatrzony swietymi olejami, nie mowiac juz o sakramentach skoro znaleziono go w lazience zamknietej od wewnatrz, z ranami, ktorych do tej pory nie moga sie doliczyc najbardziej kompetentne czynniki. W pierwszych informacjach ilosc ran na ciele ksiedza wynosila 13, po jakims czasie ilosc ta wzrosla do 20 a w miare uplywu czasu pojawia sie cyfra 24! Tylko patrzec jak dojdzie do 44 a poniewaz listopad blisko i czas zaduszny, wiec kto wie co jeszcze sie okaze. Zapewne w obawie o spokoj duszy ksiedza Waclawa, archidiecezja nabrala wody w tzw. usta i nie udziela zadnych informacji, pragnac spokoju dla siebie. W samej katedrze zostala odprawiona msza swieta w intencji zmarlego, a szczatki doczesne bezzwlocznie przekazane do Polski. Policja uznala przypadek ks. Jamroza za samobojstwo. Nie ma informacji czy potwierdzila to sekcja, gdyz wszystko wskazuje, ze takiej nie bylo. Czyzby ksiadz sam sobie zadal tak wiele ran, bo nie byl pewien, ktora w koncu okaze sie smiertelna? A moze wykonawca byl ktos inny, chocby ten kto telefonowal na policje, zeby nie przyjezdzali, mimo iz wczesniej ksiadz prosil ich o pomoc. Mozna bylo to sprawdzic budujac konkurencyjne do samobojstwa wersje sledcze. Miejsce gdzie zastyglo cialo ksiedza znajduje sie na terenie innej jednostki administracyjnej niz siedziba parafii w ktorej ostatnio pracowal. Wiadomo jak trudno podjac decyzje gdy spokojna przedweekendowa noc zaklocaja telefony od petentow, zmieniajacych tresc zamowienia. Coraz wiecej znakow zapytania stawia smierc ksiedza Jamroza. Czas pokaze, czy wierni parafianie, ktorzy doswiadczyli od niego wiele dobra, a moze tez sluchacze radia i odbiorcy polonijnej telewizji, programow „Slowa na Niedziele” beda dociekac ziemskiej prawdy odejscia ksiedza Waclawa. Wiele wskazuje na to, ze zostawia te decyzje Opatrznosci. Bo choc niezbadane sa wyroki boskie, to przeciez wciaz sa niepodwazalne, prawomocne i jak mowia znawcy: jedynie sprawiedliwe. Odejsc kazdy musi, chocby nie chcial, nie lubial i prosil o odroczenie. Chyba, ze smierc zechce sobie zakpic jak w tym dowcipie, gdy puka do drzwi, a delikwent mdlejac ze strachu pyta czego sobie zyczy... smierc odpowiada: przyszlam po twojego ptaszka, no po kanarka!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9