Pazdziernik 2009

Po trzesieniu i terapii quasi laparoskopowej w polskim rzadzie czas by rozprawic sie z rozrywka wsrod rodakow w Wietrznym Miescie. Bywaja niebanalne spotkania, ciekawi ludzie, dobre opakowania. Okazuje sie, ze to przeszlosc. Jeszcze w XX wieku na bankiecie dziedzictwa w Chicago bywalo 800 osob i wiecej. Starsi czlonkowie tej najwiekszej organizacji, ktora zrzesza Amerykanow polskiego pochodzenia w Chicago i poza nim, pamietaja, ze pazdziernik jest miesiacem pamieci dziedzictwa, czyli korzeni, z ktorych emigranci z Polski, wywodza swoje. W tym roku na bankiecie dziedzictwa bylo po prostu nudno. Gdyby nie grupa sponsorow, nie wiadomo kto mialby zaplacic za kilka stolikow na sali hotelu Mariott. Sponsorow moze nie braklo gdyz wywodza sie ze srodowiska odznaczonych, a tych co rok przybywa, ale to jakos niezrecznie; niektorzy twierdza, ze w ten sposob dezawuuje sie idee dorocznych nagrod, ale kto by sie tym przejmowal. W koncu czasy ciezkie a pecunia potrzebna jak zawsze a moze bardziej. Niektorzy z zebranych wspominali gdy na bankietach goscila pani w pelnej gali pani Barbara Piasecka-Johnson, a potem znany astronom lub rownie interesujaca osobowosc z kropelka polskiej krwi w zylach wlasnych lub osoby towarzyszacej. Dzisiaj panie prezentuja raczej styl sportowy niz nawet coctailowy, a panowie? Tu ciekawe spostrzezenie. Dyskutuja o polityce, niezmiernie konstruktywnie. W tym roku wieksza niz zwykle grupa aktywistow zasilila bankiet, by dac sie poznac wyborcom in spe. Polegalo to na szczerzeniu do kamery nowozalozonych implantow by kilkoma angielskimi zdaniami powierzyc polskiej spolecznosci zludzenie, ze oto otwiera sie szansa na decyzje. Przy okazji startujaca z 10 okregu kandydatka nie omieszkala zaproponowac kontrkandydatce z tego samego okregu, ze jedna z nich powinna zrezygnowac, aby wygrala druga. Uczynila to w nienagannej angielszczyznie i pod nieobecnosc drugiej z kandydatek. W ten sposob sezon wyborczy uznany zostal za otwarty. Kolejna kandydatka, na inne stanowisko ale z rownie duza determinacja byla corka znanego z zaslug dla Polonii, nie zyjacego juz kongresmana. Przemowil tez znany doktor, ktory z kandydata na kongresmana zamienil start na komisarza, a poniewaz pozostaje wciaz przy tych samych barwach partyjnych, jest wiec rozpoznawalny, przynajmniej w swiatlach rampy. Bankiet obfitowal w przemowienia. Nie byly to krotkie zdania, zwyczajem amerykanskich mowcow lecz przesycone ozdobnikami popisy sztuki oratorskiej. Czas trwania tych mow przekraczal wytrzymalosc nie jednego na sali diabetyka, ktory zdazyl zasnac i obudzic sie podczas wystapienia tego samego dzialacza. Mlodziez widoczna byla tylko w baletach znakomitego zespolu „Wici” oraz przy instrumentach polonijnej orkiestry PASO; poza tym srednia wieku obnizali mlodsi pracownicy mediow, ktorych niestety, zauwazyc mozna bylo jedynie przy sprzecie. Alkohole, tez zreszta sponsorowane rozeszly sie tak po kosciach jak i po gardlach bez wiekszej motywacji relaksacyjnej. Byc moze ten piekny obyczaj celebrowania wspolnoty emigranckiej na goscinnej amerykanskiej ziemi odchodzi do lamusa i zamiast bankietu przy stolikach na 200 osob wypada pomyslec o innym sposobie wzajemnej adoracji? Moze koncert, nie koniecznie rockowy, balet lub opera o wspolczesnej tematyce z elementami hard core, albo happening z udzialem politykow w jacuzzi albo imprezka w stylu: marzenie w kisielu o budyniu.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9