Cieplo, zimno, goraco

Swiat zmienia oblicze czy nam sie to podoba czy nie. Sam zmienia? A ludzie? Okazuje sie, ze poddaja sie, nie zauwazaja kreacji w wydarzeniach, ktore jak wzburzone wody oceanu niosa nie jedna niespodzianke. Przynajmniej raz w kwartale biezacego roku wypadalo pokazac kadre, ktora wyfrunela z wylegarni rodakow w wietrznym miescie, by zasilic siostrzane miasto Warszawe. Ledwo rozpoczal sie III kwartal a juz kolejna osoba z Chicago zostala dostrzezona. I to przez jaki organ?! Przez Senat RP, ktory wyroznil ja za solidna prace, nieco kwotowo, z potraceniem niemal 1/3 calosci, na podatek, gdyz nagrody mialy wysokosc symboliczna. Ale jaki prestiz! W kazdym razie wystarczy na kolezenska “zyczliwosc”. Polonia w Chicago dysponuje aktualnie jednym dziennikiem, a wiec gazeta codzienna, sa tez dwie weekendowe edycje roznych wydawcow a takze cyklicznie ukazujaca sie “Panorama”, internetowy polishnews a takze znakomity nie tylko graficznie, kwartalnik “Polki w Swiecie”, duzo to czy malo? Do rodakow w Chicago i okolicznych 3 stanow docieraja tez 4 rozglosnie radiowe; rozglosnie te oferuja niezliczona ilosc wielotematycznych programow, czesto oplacanych i realizowanych jako oferty biznesowe. Odkad dotarla tu wiadomosc o konkursie pod egida Senatu RP, czyli od marca br. mozna bylo zajac sie uczestnictwem, wystartowac liczac na nagrode. Stalo sie inaczej, na te ilosc inteligencji medialnej w miescie pelnym rodakow, w Chicago wystartowala tylko jedna osoba. Napracowala sie wysylajac 3 wersje nagran, w przekonaniu o kapitalnym znaczeniu Kapituly. Kazdy chicagowski inteligent, nie tylko medialny mogl, ba powinien byl wyslac na konkurs swoja prace. Wystarczylo tylko chciec. Okazuje sie jednak, ze wsrod tych, ktorzy nie wyslali przewaza przekonanie o nieuchronnosci losu. Trudno odmowic im racji, skoro I-szej nagrody nie przynano a pozycja na liscie zwyciezcow nie miala wiekszego znaczenia; tylko podatek zasycil skromny budzet urzedu a laureatom pozostalo pocieszyc sie zgodnie z biblijnym: "wielu jest wezwanych lecz malo wybranych". Uwage odbiorcow, tak rzeczywistych jak wirtualnych staraly sie w ostatnim tygodniu przykuwac innego kalibru wydarzenia. Kilka wymienie tylko bo chociaz kazdy wart pieprzyka, to jednak ramy ich malo pojemne. W downtown odbylo sie spotkanie dr Victora Forysia, tym razem kandydata na komisarza waznego urzedu ale mimo zaproszen, parkingu i innych atrakcji, na spotkaniu mozna bylo doliczyc sie 5 osob, w tym dwie z kamerami tv, a jedna z obslugi porzadkowej. Kandydat nie wydawal sie zaskoczony gdyz w tych ukladach, nie takie juz przezywal afronty. Gdy niebawem przybedzie do White Eagle, spolecznosc z ktorej wywodzi sie, moze zgotowac mu owacje. Teraz inny temat, inna osoba, inny trud. Pomoc czy potepic? Co jakis czas policja zatrzymuje osoby, ktore przywlaszczaja sobie rozne wartosciowe przedmioty w sklepach. To takze, choc rzadko, sa Amerykanie polskiego pochodzenia. Zdarza sie, ze powracaja do przestepstwa. Spolecznosc wie o tym, nie potepia, nie akceptuje, nie reaguje. Podobnie jak w przypadku naszego kandydata startujacego na urzad, podobnie jak na wyrozniona nagroda Senatu, jedyna sposrod chicagowskich radiowcow. A wystarczyloby zastanowic sie nad apokaliptycznymi slowy Aniola w Laodycei: "obys wreszcie byl zimny albo goracy a poniewaz jestes letni, poczne cie wypluwac z ust moich". To przenosnia. Fakt, z osoba o pogladach letnich mozna w prawo, w lewo, w centrum, czyli wszedzie i nigdzie, wszystko i nic. Letni sie nie liczy, z letnim takze malo kto sie liczy, o zdanie letniego nikt juz nie zabiega. Letni jest dobry jak sos do karpia po zydowsku. I to tylko na wigilie.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9