Peregrynacje

Prezydent Barack Obama w dniu 25 czerwca br wytyczyl zreby przyszlej reformy emigracyjnej w USA. W ciagu najblizszych 90 dni, Urzad Emigracyjny uruchomic ma ulepszona strone sieciowa. Aplikanci uzyskaja szybciej informacje, zmniejszy sie ilosc zbednych dokumentow, zlikwiduje zastoje, osiagnie przejrzystosc. Amerykanie pragna zeby Kongres powaznie zajal sie bezpieczenstwem granic a reforma emigracyjna dotyczyla nie tylko legalizacji nieudokumentowanych pracowników. Policzono, ze istnieje w Stanach grupa okolo 12 milionów pracowników bez dokumentów; nie placa oni podatków, zyja w ukryciu. To grupa, z która trzeba postepowac w sposób praktyczny, kierujac sie zdrowym rozsadkiem. Wymaga to skutecznej polityki Prezydenta. Ameryka, to narod emigrantów. Ale prawo musi byc przestrzegane, by naród byl silniejszy dla naszych dzieci i wnuków. Ten jezyk dyplomaty (w tym przypadku samego prezydenta) oznacza, ze w najblizszym czasie mozna oczekiwac kilku kosmetycznych zabiegow w celu usprawnienia procesu czesciowej legalizacji. Oto jasno podany plus. Inne plusy dotycza zdroworozsadkowych krokow aby owe 12 milionow pracownikow nieudokumentowanych, nie poczuly karzacego miecza z reki sprawiedliwej Temidy, lecz przekonani do opuszczenia kraju, grzecznie poddali sie procesowi dobrowolnej deportacji. Wtedy zwolnione miejsca pracy obejma udokumentowani, zapanuje lad, bezpieczenstwo, a kto zdazyl, bedzie zyc dlugo i szczesliwie. W rozwazaniach spraw Polonii Wietrznego Miasta czesto wracam do spraw emigracji. Wielu rodakow przezylo a inni maja przed soba nielatwy i kosztowny proces legalizacji. Wkrotce zbiera sie w miescie grupa Polish Initiative of Chicago, aby przyblizyc rozumienie reformy emigracyjnej, czym jest, jakie kwestie powinna rozwiazywac. Liczy sie tzw. dobra wola polityczna, o ktora w kryzysie coraz trudniej. A jednak odkad swiat istnieje, ludzie przemieszczaja sie: za chlebem, w poszukiwaniu wolnosci, w celach turystycznych, a takze z powodow prozaicznych: sa zmeczeni dotychczasowym otoczeniem. Jednak wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma. Przed kilkoma tysiacami lat wedrowcy z kregu bliskiej cywilizacji babilonskiej zmieniali miejsce zamieszkania srednio co dwa pokolenia. Bywalo jednak, ze zasiedzieli sie, jak kiedys Israelici w Ziemi Goszen ponad 400 lat i gdyby nie zawistny Faraon z jego pomyslami podatkowymi, to poszukiwanie Ziemi Obiecanej powierzyliby innym plemionom. I kto wie, moze nie byloby dzisiaj problemu walk na Bliskim Wschodzie, burzenia swiatyn, poszukiwania arki czy niesmialych penetracji procesow pokojowych. Ale stalo sie inaczej. Zapatrzeni w przykladne slady dobrobytu, niestrudzeni Europejczycy peregrynuja po swiecie w poszukiwaniu swojej ziemi obiecanej. Tylko kto im cos obiecal? Czy i gdzie jest Ten, kto przeprowadzi ich przez Morze Czerwone, sypnie manny, zasyci glod, poleje wina! Ksiegi Starego Testamentu zawieraja dowody na spelnienie marzen. Pod pewnymi warunkami, nie zawsze najprostszymi, niestety.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9