Byc Polakiem

Nielatwo jest byc Polakiem na emigracji. Jeszcze trudniej wychowac tu potomka, ktory w swej doroslosci oprocz kraju urodzenia, czy wychowania bedzie starac zachowac w sercu polskosc, byc Polakiem. Niekoniecznie dumnym, nie zawsze walecznym, ale ktory wsrod przyjaciol, a moze i oponetow, przyzna sie do korzeni. Nie chodzi o zadne bohaterstwo, potrzasanie przyslowiowa szabelka ani o umiejetnosc ludowego tanca. Nie kazdy dzisiaj potrafi opowiedziec o sztuce kulinarnej w oparciu o zawilosci tworzenia golabkow, pierogow, paczkow z faworkami, czy sledzika pod ogolnie znany browar. O co wiec chodzi? O Polakow w Wietrznym Miescie. Czy na ich przykladzie, mozna zorientowac sie, ktore zjawiska popierac a czemu stanowczo sprzeciwiac sie? Ilu Polakow, tylu znawcow. Najbardziej korzystnie bedzie wiec popierac siebie nawzajem. Ale jak tu popierac nasze grupy, zrzeszenia, kazdy rodzaj dzialanosci w tym biznesowej z udzialem rodakow, skoro ilu odbiorcow, tyle zastrzezen! Od niedawna mlodziez korzysta z wykladow na wydziale filmu polskiego na Uniwersytecie Loyola w Chicago, moze studiowac literature polska na uniwersytecie chicagowskim, bo nowojorski, popieraja nie tylko mlodzi rodacy. Trzeba korzystac z produktow i uslug sponsorow, o polskim rodowodzie, popierac fundatorow kultury, polskich nauczycieli w kazdej szkole, z wyzsza wlacznie, cieszyc sie z wynikow sportowcow, docenic prace ewangelizacyjna duchownych. Komu po drodze, ten powinien zainteresowac sie tworczoscia emigracyjnych poetow, aktorow, artystow malarzy (a innych nie ma), kompozytorow, modnych aktualnie didzejow. Gdyby docenic starania sprzedawcow nieruchomosci, posrednikow w pozyczkach, mowiacych po polsku lekarzy, przedstawicieli prawa, uzdrowicieli, upiekszaczy zycia, to moze i owo “zycie” nabraloby blasku... Czy popieranie przejawow polskosci, to zadanie zbyt trudne? Czy stac nas tylko na demonstrowanie ich przy okazji swiat, uroczystosci i gali? A teraz sprzeciw. Nie bedzie takiej potrzeby, jesli uda sie eliminacja naszej nadmiernej, nikomu niepotrzebnej szczerosci, nieraz graniczacej z ekshbicjonizmem. Narzekajac na siebie samych, pozwalamy narzekac innym. Wniosek: jak nas Polakow widza, tak nas nasladuja. Jak Polak traktuje Polaka tak traktuja nas inni. Starozytni Grecy w piesniach, utworach literackich, rozprawach filozofow przekazywali z pokolenia na pokolenie dzieje wlasne, przyjaznych plemion, bostw oraz ich pasje, najczesciej piszac pochwalne dytyramby na czesc walecznych, odwaznych, przystojnych mezow, a pieknych, szlachetnych, rozmylsnie dzialajacych pan; o boginkach, nereidach i ich wielbicielach nie wspomne, gdyz posiadaly takze inne cechy, ktore w tym momencie nie przystaja do naszej koncepcji. Dzieki istniejacym, dobrze zachowanym przekazom, dane jest nam je poznac; wiadomo, Grecy, Rzymianie, to narody z przebogata historia, natomiast narod bez historii nie istnieje. Niektorych historykow wspolczesnych zastanawia sposob przekazu wiedzy utrwalonej sposobem pewniejszym niz zapis plikow na twardych dyskach, kontrolowanych skutecznie przez system operacyjny, nie zawsze zaakceptowany przez autora pliku.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9