Przed parada

Na pamiatke Polskiej Konstytucji 3 Maja z 1791 roku, od wielu lat w Chicago odbywa sie parada. Nie wszyscy maszeruja, ale wielu paraduje. Nie kazdy ma czas spojrzec na ekran amerykanskiej telewizji lub posluchac przekazow radiowych ale wiekszosc obywateli amerykanskich polskiego pochodzenia ma swiadomosc, ze to wazny dzien w zyciu miasta. Od wielu lat parade organizuje komitet przy zwiazku klubow polskich. W biezacym roku zaszczytny obowiazek marszalka parady przypadl prezesowi PNA Frankowi Spuli. Haslo parady, jak przystalo na kryzys, brzmi bardzo z amerykanska: "Pomagajac innym, pomagamy sobie - in helping others, we help ouerselves". Czy parada moglaby sie odbyc bez hasla? A bez marszalka? Alez skad! Nie godzi sie tez paradowac bez Krolowej, dam dworu, bez choragiewek, piszczalek, rydwanow i im podobnych pojazdow. To juz tradycja, a z tradycja nie ma zartow. Skoro wiec musi paradzie przyswiecac haslo, to niech jest, ale dlaczego takiej tresci? Nie jeden symptom wskazuje na gospodarcza besse ale czy haslo o pomocy, gloszone z okazji Konstytucji 3 Maja, pomocy przezornie udzielanej drugiemu blizniemu w oczekiwaniu wzajemnosci, niesie choc troche optymizmu, czy zagrzewa do wiekszych czynow, czy wyzwala inicjatywe, czy daje nadzieje spelnienia? Czy haslo o pomocy nie zawiera jedynie aspektu kognitywnosci czyli checi poznania co przeciez nie moze wystarczac ani pomocnikowi ani oczekujacemu. Czy ta pomoc nie zniewala, czy nie upokarza, czy nie nakazuje pewnego kierunku? Nie kazdy potrzebujacy pomocy pragnie, nie od kazdego, nie jeden nie chce sie przyznac, ze jest w potrzebie. Czy tak ujeta pomoc nie nobilituje bardziej udzielajacego niz osobe oczekujaca? Czy nie sklania czasem do przyjecia, odbioru oferowanej zyczliwosci jako aktywnosci ograniczajacej swobode decyzji? Napewno nie w tym rzecz, aby zaprzestac pomocy. Pomoc niesiona drugiemu czlowiekowi w potrzebie, jest czynnoscia szlachetna, dobrym uczynkiem, jest dzialaniem koniecznym i niech tak zostanie. Tylko dlaczego Parada 3 Maja, zwana nawet przez rodowitych Amerykanow: "The Polish Constitution Day"? Jeden jedyny w roku, imponujacy bialo czerwony p o k a z licznej grupy naszych rodakow w Wietrznym Miescie ma obnosic sie z kompleksem, ktory w hasle o pomocy (jak na taka okazje) brzmi : malostkowo, zasciankowo, prowincjonalnie, zachowawczo. A przeciez nie o to chodzi. Mam nadzieje, ze ten niedostatek intelektu wynagrodza nam rozesmiane twarze dzieci i mlodziezy z bialo czerwonymi flagami na policzkach, a takze ciekawe akcenty pieknej polskiej muzyki na paradzie i podczas imprez towarzyszacych. W pewnej szkole niedaleko Chicago, w ktorej sobotami dzieci poznaja jezyk polski, pani zapytala uczniow o udzial w paradzie, odezwal sie Jasio: "w czasie parady bede w samolocie, lece do Polski, tam parada nie jest trendy". Skansen? Archaik? Przezytek? A co w zamian? W tym roku bedziemy jeszcze swiecic 3 Maj, na trybunie zobaczymy m.in. gosci przybylych wprost z Warszawy. A jesli dzieki naszej bialo czerwonej paradzie, chociaz kilku mlodych ludzi podejmie studia na nowootwartym wydziale spraw polskich Uniwersytetu Columbia w Nowym Yorku, to najpewniej ucieszy sie nie tylko grupa zgromadzonych wokol Sw. Piotra, dawno nie wspominanych patriotow.

PS. Nie ma zadnej sprzecznosci miedzy amerykanskim charakterem hasla parady a znikoma nosnoscia jego tresci...

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9