Kultura na medal

W pierwszych dniach pazdziernika, w miesiacu dziedzictwa narodowego, w Wietrznym Miescie uhonorowane zostaly medalami „Gloriae artis” osoby znane z ofiarnosci na niwie kultury, popularni zarówno w mediach jak i kontaktach pozamedialnych. Jak to czasem bywa, laureatom, podobnie jak kibicujacym obok satysfakcji zdarza sie wiekszy klopot. Otrzymany medal to zadne zloto, ot zwykly tombak, z napisem: Gloria Artis. Nie powoduje ani zwiekszenia konta ani lepszego zdrowia ani radosci sasiada. Wrecz przeciwnie, u sasiada (o ile jest rodakiem) najczesciej bol glowy. Ale zeby sobie zasluzyc, trzeba dzialac. Z reguly bezplatnie, na konto przyszlych honorow, przez dluzszy czas. Zanim nastapi sukces artystyczny trwa orka na ugorze ludzkiego dyletanctwa, zazdrosci i odrzutu. Potencjalni kandydaci do tych zaszczytow wykonuja wiec niezliczone ilosci polaczen telefonicznych, faksowych, internetowych, dojezdzaja na wlasny rachunek, placa parkingi, organizuja spotkania, kawki, ulotki, podejmuja liczne zobowiazania osobiste, angazuja bliskich. Duzo wody uplywa w Chicago River zanim wiadomosc o dzialaczu dotrze do jednostek uprawnionych w typowaniu do nagrod. Potem droga rownie dluga biegnie do zatwierdzenia, wykonania, wreczenia etc. Radosc? Prestiz? O czym tu mowic! Bohaterowie obu stron sa najczesciej zmeczeni. Przed laty podobne odznaczenia wreczone zostaly dzialaczom dbajacym o podniebienia Polonii (Bobak, Kasia Deli), bo dobre jedzenie to czastka niezbednego podkladu w celu rozwoju kultury. Tymczasem obrazie i krytyce nie bylo konca. W kolejnym roku wyroznienia otrzymali budowniczowie. Tez nie tak, bo honory oddano kontraktorowi, a co on robi w kulturze? Nieporozumienie. Bylo wreszcie odznaczenie pani Grazyny Auguscik, wokalistki jazzujacej, podziwianej wsród tubylcow czesciej niz w kregach polonijnych ekspertow. W tym roku kazdy z wyróznionych tkwi w kulturze po same uszy, zajmujac sie np.: teatrem, albo filmem, rzezbi bo jest Kenarem, kreuje, inspiruje i promuje (muzyke, jak pani Bilszta), wykonuje lub nadzoruje czynnosci impresaryjne i wiele innych. Dlaczego wiec te wyroznienia wzbudzaja tyle emocji? Sa rodacy, którym nie popsuje sie humor tylko dlatego, ze sasiad ma sie lepiej. Ale sa i tacy, którym zyje sie zle ze swiadomoscia, ze uroczyste party odbylo sie bez jego udzialu. A gdy jeszcze dowiedza sie, ze ktos, kto wynajal lokal otrzymal zaplate, to bol w stawach albo niestrawnosc pewna. Ludzie nieodznaczeni a zwiazani z kultura na emigracji zwykle zadaja sobie pytanie dlaczego ich pominieto w rozdziale zaszczytow, czym zasluzyl sie odznaczony. Moze ma wuja albo ciocie w kregach decydujacych o medalu? Jak mozna ulzyc tym nieszczesnikom, tym, którym przyjdzie czekac caly rok na kolejny werdykt, jak zlagodzic niechec tych, którzy wiecej, lepiej i bardziej kulturalnie zasluguja na zaszczyty? Odpowiedz jest prosta. Odznaczenia sa przyznawane przez wladze polskie wedlug opracowanej i zapisanej procedury, która pozwala wylonic jednych a nie drugich bo wszystkich nie mozna. Deprecjacja jest teraz na porzadku dziennym. Zapewne bez emocji przyjmowano by odznaczenia gdyby je wreczac stu tysiacom oczekujacych. Ale zawsze mozna ulepszyc procedure wylaniania (np. wg zawodow: nauczyciele, biznesmeni, sportowcy etc.) albo posylac do konsulatu wlasne dwie, trzy propozycje albo mozna by dokonac wyboru z kilku kandydatur, ogloszonych w miejscowej prasie. Czy sprzeciwialoby sie to procedurze? Skoro taka wadliwa, to dlaczego jej nie zmienic? Dlaczego nie uczynic przyjazna czlowiekowi, jak panstwo do ktorego daza. I nie odwracajmy pryncypiow. Nos dla tabakiery czy tabakierka dla nosa? A party mozna sobie urzadzic u siebie. Moze bez tej ilosci rzezb w drewnie, albo obrazow w oleju czy taniego wina. Zabawa moze byc rownie szalona. I bez zobowiazan wzgledem ubran i trzezwosci. Bez medali kultura tez istnieje. Gloria – znaczy chwala, a artis to sztuka. Ale odznaczanie wlasciwych osob, to dopiero prawdziwa sztuka i nie ma sobie rownych.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9