Marzenia do spełnienia

W Wietrznym Mieście można dążyć do spełniania marzeń na różne sposoby. Wszystko zależy od zakresu marzenia, od warunków osoby oczekującej spełnienia i od podjętych kroków, szczególnie od dobrego planowania aby los sprzyjał i nie ustawał. Ten, kto zajmuje wyższą pozycję społeczną zaklina tak zwany los o spełnienie większych marzeń niż inny odbiorca szczęścia. Czy chodzi tylko o pieniądze? Duże czy jeszcze większe? A może o wygraną, uśmiech losu, nawet w zdrapce, na szybko? Kto mało żąda, ten otrzymuje zero albo bardzo niewiele. Skoro mowa o politykach, przy okazji ostatnio zakończonych wyborów, to okazało się, że wygrał ten, który skutecznie potrafił zaklinać rzeczywistość. Na czym ten manewr polega? Między innymi na wszechstronnie przemyślanej promocji, na dobrym planowaniu, np: na zaproszeniu wyborców na galę, raut, bankiet z okazji wygranej ale co ciekawe na kilka tygodni przed końcowym terminem oddawania głosów. Kto z uczestników tych miłych spotkań okaże nielojalność? A jeśli nawet znajdzie się jakiś redyk czarnych owiec, to ich niesubordynacja pozostanie bez wpływu na stan całości. Wiadomo, w demokracji rację ma większość, najlepiej zadowolona do syta, nawykła do przyjmowania obietnic i w sposób ustalony przez ekipę zwycięzcy pojmująca specyfikę zabiegów wyborczych. Z analizy programów kandydatów na zwycięzców niezmiennie wynika, że wietrzne nie tylko z natury wiatrów nasze Chicago należy regularnie wietrzyć, wymieniając w tym celu m.in. personel machiny sprawującej władzę. Wietrzenie sprzyja zdrowszemu, pełniejszemu oddechowi. A oddech, ten świeży to tlen, rozwój, energia. Temu służyć mają wybory twarzy nowych, najlepiej młodych, nieskażonych błędnym uczynkiem a przynajmniej poza zasięgiem zainteresowania pewnych organów. Wietrzy się regularnie, w zasadzie bez przerw, przybywa nowych twarzy ale te dobrze znane, po przegranej tak zupełnie nie znikają z ekranów. Znajdujemy je w biznesie, w mediach albo na stanowiskach, nie wymagających stawania w wyborcze szranki. Do czasu. Budowanie zaplecza albo wzorem uznawanego tutaj systemu westminsterskiego, tworzenie gabinetu cieni ma wielowiekową tradycję. W strukturach poważnych, polonijnych organizacji nie spotykamy podobnych rozwiązań. Chociaż cieni nie brakuje. Gdyby jednak zupełnie poważnie zainteresować tym naszych następców, być może nie jedno marzenie, w tym kandydatów na urzędy, mogłoby się nadawać do spełnienia.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9