Polonia dumą emigracji

4 marca Chicago obchodzi kolejną rocznicę uzyskania praw miejskich. Stało się tak 178 lat temu. Rzeczypospolitej nie było wówczas na mapie Europy ale Polaków nie brakowało w żadnym zakątku świata. Przybywali do Nowego Jorku, wędrowali na zachód w poszukiwaniu pracy a często przygody. Uzyskanie praw miejskich dawało osadnikom możliwości rozwoju, szanse życia na poziomie lepszym, ciekawszym, dostatnio. Do osad miejskich nadciągali ludzie zdolni, pracowici a w ramach krzewienia wolności, także tzw. niebieskie ptaszki. Upatrując możliwości życia cudzym kosztem, często dobrze bawili się ale bywał też uboczny aspekt tego zjawiska. Oprócz niebieskich ptaszków żywot wiedli zwykli złoczyńcy, nie rzadko po wyrokach w ojczystych krajach. Chęć ukrycia się, przemiana, nowe możliwości stwarzały najróżniejsze okazje do realnej rehabilitacji i ludzie ci, w środowisku nieznajomych uchodzili często za porządnych obywateli. Z czasem zajmowali odpowiedzialne stanowiska, albo staczali się, nie wytrzymując presji życia w nowej rzeczywistości. Do Chicago zaczęli wtedy napływać wygnani z Kanady rebelianci. Za miedzą w tzw. Górnej i Dolnej Kanadzie wybuch niezadowolenia mieszkańców zwrócił uwagę władzy w Londynie. Pragnąc utrzymać porządek, niezbędne stały się reformy tej kolonii w wyniku czego, po latach Kanada uzyskała względną samodzielność. Amerykańscy sympatycy rebelii, który skłonni byli ją widzieć jako kolejny epizod rewolucji amerykańskiej, wspierali uchodźców finansowo i organizacyjnie. Do czasu. Niebawem w tzw. elemencie napływowym zaczęto upatrywać przyczyn wielu nieszczęśliwych wypadków. Najłatwiej znaleźć winnego w przybyszu, który mało zna miejscowe zwyczaje, da się wykorzystać, często pracuje więcej za mniej a dodatkowo można go obciążyć cudzym złym uczynkiem. Sytuacja dla rządzących wygodna. Zapewne dlatego od najdawniejszych czasów nowo powstałe organizmy miejskie otaczały swoje przybytki murem, fosą i zasiekami. Geniusz ludzkiej myśli doznaje jednak czasem poskromienia. Mur rozpada się, albo mimo napraw bywa pokonywany górą, przelotem ponad albo dołem przez podkop a może i teleportacji. Siła, determinacja nie tylko przetrwania ale postępu jest u emigrantów większa niż u stałych obywateli. Dlatego Ameryka taka silna. Warto pamiętać o tym przy okazji zbliżającego się marcowego święta naszego polsko amerykańskiego bohatera Kazimierza Pulaskiego. W tym czasie z Polonią spotykają się przedstawiciele władz Wietrznego Miasta i Stanu Illinois; poprawna wymiana zdań sprzyja formalnej wymianie uprzejmości. 4 marca 1837, gdy Chicago stawało się miastem, w dalekiej Europie dojrzewały wolnościowe trendy narodów, kolejne pokolenie polskich emigrantów wydatnie umacniało potęgę Ameryki. I tak jest do dziś.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9