Po Sylwestrze...

Nie ma nic przyjemniejszego jak opowiadanie o zabawie. Szczególnie minionej, albo nie udanej … co przeciez zdarza siê naszym przeciwnikom biznesowym (bo nie nam)! W ten temat znakomicie wpisuja siê zabawy sylwestrowe. Nas interesuja okolice i samo wietrzne miasto. W tym celu udalo sie ustalic kilka prawidlowosci. I tak: imprezy sylwestrowe na emigracji sa potrzebne. Uczcic przelom roku, szczególnie gdy rok zwyczajny przechodzi w przestepny, pozegnac dawny i powitac nowy, to dobra okazja do spotkan. Nowy rok ma przeciez wiecej dni! Co tam dni. Najwazniejsze sa noce i to, ze niezaleznie od spadku sily nabywczej dolara ludzie pragna zabawy. Panem et circenses, chleba i igrzysk, taka jest odwieczna zasada jasnie oswieconego organizatora zycia spoleczenstw srednio oswieconych. Niektórzy dodaja jeszcze metode kija i marchewki, ale to juz codziennosc codziennosc wiec poza zabawa. Zatem w "chicagolandzie" od polowy grudnia rozszalaly sie informacje o miejscach imprez, o czasie trwania (do bialego rana, co w rzeczywistosci amerykanskiej nie jest takie czeste) nastepnie uslyszelismy o atrakcjach w tym przede wszystkim butelce wodki na stol, wina do obiadu nalewki babuni do deseru i szampana o pólnocy a takze o bezplatnych przeszkadzajkach, o zespolach, muzyce oraz o jedzeniu! Tak jakby to miala byc impreza dla glodomorów, nie posiadajacych sie z radosci skosztowania salatek, wedlin, pierogow a po pólnocy cieplego bigosu z barszczem, a barszczu z krokietem albo z pasztecikiem. Ale bez zartów. Dobrze, gdy jeden sponsor sprzyjal innemu pod wzgledem zaopatrzenia w alkohol. Ale nie wszyscy organizatorzy mieli to szczescie. Nie wszystkim dopisala frekwencja. Niestety. Zdarzyly sie imprezy podmiejskie, gdzie mimo kosztow reklamy goscie nie dopisali, na planowanych 500 osob przybyly ledwie dwie setki, albo nieco mniej. W jednym przypadku cena 1 biletu nie przekraczala kwoty $80 ale w innym miejscu siegala niemal $170, moze ze wzgledu na gwiazdy a moze z powodu ich braku gdyz niebo zaciagnely chmury a parkiet straszyl pustkami. Nie nic wiec dziwnego ze ludzie wybierali tansze placowki, aby potem narzekac ze nie bylo miejsca na tance, ze dostali tylko po dwa pierogi i to do wyboru (nadziewane miesem lub owocami) a bar byl tylko platny zamiast otwartego cala noc, ba obeszlo sie nawet bez szampana o pólnocy. Nie narzekali jedynie ci, którzy w katakumbach miejscowych swiatyn doznawali zarówno oczyszenia duchowego (bo najczesciej taki sylwester rozpoczynal sie wspolna choc krotka modlitwa) jak i posilku dla ciala, który obfitowal we wszystkie wlasciwosci smakowo-odzywcze, wlasciwe stesknionemu slowianskiemu podniebieniu a wykonane przez gospodynie w emigranckich domach. Mlodziez, nasza zdolna, studiujaca lub pracujaca w downtown wybrala raczej kameralne imprezki w domach albo wyjazy do barow, tawern i restauracji w centrum wietrznego miasta gdzie po pólnocy mozna bylo jedynie marzyc o skroceniu czasu oczekiwania na odbior garderoby i pojazdu; na szczescie nowy rok okazal sie laskawy w bezopadowa pogode, z korzystnym bio... - czego zycze odbiorcom Wietrznego Radia w tym 2008 roku. A co wazne: duch jak zwykle przewazy nad materia.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9