Polish Triangle

Rodacy, mieszkańcy Wietrznego Miasta otrzymali w 2013 roku od władz miejskich podarunek na gwiazdkę. Miejsce od wieków polskie, w pobliżu centrum Chicago, znane pod nazwą "trójkąt polonijny", będzie od dnia podjęcia uchwały rady miasta nosić oficjalną nazwę Polish Triangle. Odtąd w dokumentacji Urzędu Miejskiego w Chicago dzielnicy West Town będzie znajdować się historyczna nazwa Polish Triangle. Czy oznacza to większe udogodnienia dla mieszkańców? Może jakieś ulgi w transporcie, przy rozwoju nowych biznesów a może coś drgnie na korzyść w opłatach na rzecz miasta? Ponieważ zawsze można więcej i lepiej, to zapewne entuzjastycznie nastawieni młodzi yuppies (o polskich korzeniach) uzupełnią tę aktywność o dodatkowe atrakcje. O ile wystarczy sił w rozwiązywaniu dylematów, które potęgują się przy takich okazjach. Temu na pozór oczywistemu wydarzeniu nie łatwo było się przebić. Nie z powodu przedstawicieli władz Wietrznego Miasta lecz z przyczyn leżących po naszej stronie. Polonia jest społecznością złożoną z osobliwości obywatelskich obojga narodów, jest twórem niejednolitym, prężnym siłą odśrodkowego odrzutu. O który odrzut chodzi? O przekonanie, które każdy działacz posiada niezależnie od stanu majątkowego oraz zdrowia i umysłu. O co chodzi? O buławę, jako atrybut władzy, noszoną w tzw. zanadrzu po to, by zarządzić gdy tylko nadarzy się sposobność. Wybuchnąć jak wulkan, a w każdym razie zadymić! Przy takim wydarzeniu jak umieszczenie historycznej nazwy zabudowy przy małym odcinku 3 ulic w Wietrznym Mieście, każdy z zaproszonych gości mógł czuć adrenalinę jednego z przymiotów władzy. Jednak mało kto z zaproszonych pojawił się na posiedzeniu zwołanym przez urzędników wice burmistrza Chicago.

 


Nie przybyli więc prezesi największych organizacji polonijnych, ani księża, ani pomniejsi działacze. Przybyli najbardziej zainteresowani, a więc nieliczni mieszkańcy trójkąta aby oprotestować przygotowane rozwiązania. Praca nad tym tematem odbywała się bowiem w ścisłej tajemnicy, nic więc dziwnego, że dopiero przed burmistrzem nastąpił wybuch namiętności do nazwy trójkąta "polonia triangle" a nie do nazwy "polish triangle". Zafrasowany natężeniem argumentów, wice burmistrz uciszał działaczy. Niewiele jednak wskórał bo kłócili się po polsku, albo łamaną angielszczyzną. Przekonał ich argument, że małżonka wice burmistrza jest Polką, dlatego podjął patronowanie temu przedsięwzięciu. A przecież były inne, bardziej ambitne propozycje, niejako nowojorskie, np: "polish Broadway". Gwoli przypomnienia chodzi o chicagowską dzielnicę w rejonie skrzyżowania ulic N. Ashland, W. Division i N. Milwaukee, oficjalnie „Polish Triangle". Wprowadzenie tej nazwy in officio jest zasługą radnych: Raya Suarez, Boba Fioretti, Joe Moreno oraz Scotta Waguespacka. Nieoficjalnie tę część dzielnicy określano mianem "Polish Triangle" już w ubiegłym wieku. Ray Suarez, którego matka była Polką, dorastał wśród polonijnej społeczności w pobliżu owego trójkąta. Wielkie sprawy rodzą się w trudzie. Nie bez powodu pewien z urzędników, znających historię swojego narodu, przypomniał słynne wezwanie amerykańskiego prezydenta Teodora Roosevelta: "przemawiajcie łagodnie, ale noście przy sobie pałkę, a daleko zajdziecie". Podarunek ten, jak wskazują niezmordowani projektami działacze, otwiera możliwość wystawienia cokołu, od lat planowanego w Chicago dla pomnika naszego światowej sławy kompozytora, Fryderyka Chopina. Temat jego pomnika powraca od lat, stąd oferta postawienia chociaż cokołu. Miejsce już jest, czas na decyzje zanim padnie inna propozycja.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9