Nieoczekiwana pomoc

Był kiedyś obyczaj dziękowania za otrzymany dar. Gdy dziecko dostawało słodycze albo pieniążek do skarbonki, uczyło się je, że należy podziękować. Dzisiaj nawet po otrzymaniu większej gotówki trudno doczekać słowa "dziękuję". Złośliwi mówią, że to wina zmniejszającej się wartości pieniądza i zastąpienia parytetu niegodziwym substytutem. Bywa, że ofiarowany czek nie rozmienia sie czym przysparza odbiorcy więcej kłopotów niż pożytku. Czy jest za co dziękować? W kraju nad Wisłą panuje przekonanie, że "z zagranicy pomoc należy się". Rodacy w Chicago dobrze znają wartość pieniądza. Daleko trudniej jest oczekiwać podzięki jeśli bank opóźnia potwierdzenie stanu konta. Znając potrzeby i możliwości ich zaspokojenia w kraju, otwieramy serca, uruchamiając przysłowiowe kieszenie i wysyłamy do Polski już nie tylko przydatne przedmioty ale coraz więcej gotówki. Często adresatami są instytucje pożytku publicznego, wszelkiego rodzaju grupy opiekuńcze, które zajmują się dziećmi chorymi albo odrzuconymi przez rodziców, gdy z powodu nagłego przypływu dobrobytu popadli w różnorodne patologie. Adresy osób potrzebujących drukuje prasa. Wystarczy gotówka i dobre chęci. Znany bo ujawniony publicznie jest przypadek wieloletniej pomocy świadczonej przez jednego z polonijnych dobrodziejów, indywidualnie na rzecz placówki opiekuńczej dla chłopców niepełnosprawnych albo z rodzin, które nie radzą sobie z problemami zycia codziennego.

 


Nie byłoby nic nadzwyczjnego w braku ludzkiej wdzięczności ale ofiarodawca nieśmiało poprosił o potwierdzenie, zwykłe pokwitowanie odbioru. Być może odbiorca ociąga się, bo kwota wydaje się za niska, być może przyczyna leży w przedłużającym się czasie dostawy albo w opieszałości biurokratycznej machiny. Zniechęca to ofiarodawcę do kontynuowania pomocy, szczególnie gdy słyszy: "proszę nie przysyłać odzieży, paczek tylko gotówkę". Placówkę prowadzą osoby godne zaufania, z kręgów zbliżonych do tych, które z obowiązku powinny rozumieć wsparcie ubogiego w potrzebie. Jeśli jednak odbiorca łaskawie przyzwala dawcy na dobry uczynek, to dyktuje warunki podziekowania. Co można zrobić? Nie ustawać. Poprosić urzędowo, na piśmie. Dawniej akcję kwitowano na kamiennej tabliczce. Taką formę od wieków, niezależnie od ustroju stosują czyniący dobro bez zaproszenia. Z drugiej strony, nigdy nie było łatwo poradzić sobie z ludzką uprzejmością. Zniechęconym ofiarodawcom warto przytoczyć nieco zapomniany cytat biblijnej przypowieści, która przestrzega dobrodzieja w następujący sposób: "cóż tak dobrego uczyniłem ci, że mnie aż nienawidzisz?". Wciąż zastanawiamy się nad stanem zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, niezależnie od powołania, zawodu, doświadczenia, poglądów i rasy. To tylko jeden z dylematów, który nie poddaje się prostym rozstrzygnięciom.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9