Otwarcie pleneru 2013

Jaki skutek mają protesty przeciwników żywności modyfikowanej genetycznie? Czy ich marsze z hasłami „Against Monsanto” w Kalifornii, w Chicago i w wielu innych miejscach świata spowodują, że koncerny zainteresowane produkcją (bo nie uprawami ani hodowlą) żywności, wstrzymają działalność? Żywność modyfikowana genetycznie jest tańsza niż z upraw i hodowli naturalnych. Na świecie jest o wiele więcej ludzi głodnych niż zorientowanych na organic. Każdy chce jeść, a nie każdego na to stać. Czy zatem lepiej dostarczyć człowiekowi żywność GMO (jako mniejsze zło) czy pół miseczki okruchów jako posiłek całodobowy? Po co zastanawiać się nad reakcją eksperymentalnych organizmów np: myszek, które po spożyciu GMO tracą wzrok, słuch albo inne zmysły. Ważne, że zasyciły głód. Amerykańskie instytucje podają, że technologia GMO jest bezpieczna a federalna administracja d/s żywności i leków nie stawia juz wymogu umieszczania ostrzeżeń na produktach z udziałem żywności modyfikowanej. Zatem najpierw eksperymenty na roślinach, potem zwierzęta a my, ludzie? Zapewne wiele informacji przed nami. Wielomiliardowa społeczność naszej planety potrzebuje jeść aby żyć. Żywność z uwagi na potrzebę transportu powinna ma mieć dłuższy okres przydatności do spożycia i najlepiej jak przypomina oryginał. Tak więc papryka ma kojarzyć się z papryką a czosnek pachnieć tym warzywem. Czy tak jest? Na szczęście dla koncernów produkujących GMO, młodsze pokolenie nie zna innych smaków i zapachów jak te, których nazwa odpowiada rysunkowi produktu na opakowaniu. Od jakiegoś czasu drób pachnący mączką rybną zaspokoi głód tak samo jak naszym przodkom cielęcina pod beszamelem z cytryną albo kotleciki jagnięce na estragonie. O grzybach, jagodach i innych owocach nie wspominając. Wynalazki służą człowiekowi, ale nie każdemu. Kto nie czuje się najlepiej po jedzeniu, sięga po tabletkę.

 


Zapewne ukoi ból, a nawet strawi posiłek a już napewno dorzuci walutę na rozwój eksperymentów i przemysłu farmaceutycznego. Rodacy z Chicago i okolic mają okazję przeżyć niedzielę w plenerze, w miłym towarzystwie i wśród atrakcji piknikowych. Doceńmy naturalnie produkowane i nadzwyczaj smakowite posiłki naszych restauracji i stoisk. Zapewniają zdrowe produkty bo większość przyrządzana jest z dostaw z Polski, kraju, gdzie wciąż jeszcze rolnikowi daleko do takich wynalazków jak przyrost masy mięsnej w wyniku stosunków jednopłciowych, obojętne jak to się w świecie nazywa. Na pikniku Wietrznego Radia nie zabrakło ani dobrej muzyki ani ziemniaczanych placków, naleśników i innych przysmaków. Zapewne dlatego Amerykanie uwielbiają nasze pikniki, gromadnie zachwycając się nadzieniem pierogów czy gołąbków. Każdy piknik, szczególnie w Yorkville gromadzi zwykle łakomczuchów z pobliskich okolic Justice, Aurory, Romeoville. Z tym, że dojazd z rodziną, nawet z dalszych dzielnic dzięki amerykańskim autostradom, nie stanowi problemu. Oprócz wrażeń wzrokowych, słuchowych i estetycznych warto dostarczyć naszym organizmom produktów bazowych. Niech dzieci zapamiętają jak smakuje zwykły chleb z niezdrowym smalcem i z ogórkiem małosolnym z beczki. Trzeba będzie jednak uchylić się od odpowiedzi na pytanie: jak zdrową żywność osiągać w niezdrowym powietrzu, w glebie zraszanej nieznośną (w składzie chemicznym) deszczówką. Te i inne trudy niech wynagrodzi dobre samopoczucie, w słonecznej pogodzie. Mamy gwarancje miłych nastrojów wśród rodaków, tak samo zatrwożonych przyszłością jak przed laty nasi przodkowie, których słynne "łupu cupu po kożuchu, niech po polsku żyje", zostało zastąpione przez "jak szybko mijają chwile..." a potem "żyje się raz, potem drugi i trzeci i znów" by dzisiaj zanucić: "piłem w Spale, spałem w Pile i to jak narazie tyle, hej, okay"! Do zobaczenia!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9