Aktuariusz, nowy zawód

W USA najwyższy stopień uznania zyskuje nowy zawód: aktuariusz. Aktuariusz aktualnie zajmuje się obliczaniem wartości projektów finansowych oraz rozpoznawaniem ryzyk z tym związanych. Na kolejnych miejscach znalazły się zawody inżyniera biomedycznego, informatyka, audiologa, finansisty oraz higienistki dentystycznej. Najgorszym zawodem jest dziennikarz prasowy. Dziennikarze zmagają się z ogromnym poziomem stresu, ciągłym brakiem czasu dla siebie i rodziny, niezbyt wysokimi zarobkami, całodobową dyspozycyjnością. Na kolejnych miejscach najgorszych zawodów znalazł się drwal, niski stopniem żolnierz, aktor, pracownik platformy wiertniczej, rolnik i doręczyciel pocztowy. Źródło tych rewelacji nie podaje kryteriów powodzenia ani zasad wyceny wartości wymienionych zawodów. Z całokształtu informacji można wnioskować, że najlepszy zawód to ten, który przynosi pieniądze. Jakim kosztem, nakładem pracy, na jakich warunkach? W wykazie zawodów "naj" zastanawia brak działacza, polityka, projektanta wizerunku i im podobnych. Rodacy żyjący w Wietrznym Mieście nie mają z tym problemu. Od wielu lat w okresach wyborczych oraz regularnie tuż przed paradą Dnia Konstytucji 3 Maja w naszej społeczności w Chicago, dyskutuje się udział Polonii w życiu tego kraju. W dyskusjach medialnych uczestniczą ci sami działacze, a jeśli pojawi się ktoś nowy, to ciąg dalszy takiego śmiałka zwykle kończy się jak w słynnej przypowieści o kotle pełnym smoły, podgrzewanej przez przedstawicieli mocy najczarniejszych.

 


Niezorientowanym przypomnę, że chodzi o tych, którzy jakimś sposobem pragną wydostać się z kotła (niedoli), a pozostali bywalcy do tego nie dopuszczają, ściągając w otmęty wrzącej mazi niesfornego kandydata na działacza. Kto zatem reprezentuje polonię? Pytanie jest retoryczne. Każdy z nas rozpoznaje oddanych sprawie usłużnych i dyspozycyjnych. Wystarczy przejrzeć lokalną prasę, wydania online, posłuchać wystąpień w programach radiowych czy wybranych działaczy na ekranie. Niektórzy mają zupełnie przyjemną powierzchowność, adaptowani w naszej grupie społecznej spełniają pożyteczną rolę. Łamanym polskim ale poprawnym angielskim (językiem) informuja, proponują, rozbudzają nadzieje "na lepsze", a nade wszystko krytykują. Są tacy, którzy zaczynają od krytyki i na niej kończą. Są też inni, nie wyznaczeni do takiej roboty, pasjonaci pomocy, często za własne pieniądze, społecznicy. Odsądzani od czci i wiary, wyszydzani, nieuznawani, a jednak! Gdyby nie kilku takich desperatów płci obojga, gdyby nie ich determinacja, poważne zaangażowanie, to ci inni, aplauzowani nie mogliby spokojnie istnieć. Quo vadis Poloniae, pytały w ubiegłym roku na zjeździe w Wietrznym Miescie piękne, młode przedstawicielki Polonii nie tylko chicagowskiej. Czy, od kogo i jaką otrzymały odpowiedź? Czy mogą dzisiaj stwierdzić, że wiedzą lepiej? Czy podzielą się swoją wiedzą, czy informacje o tym dokąd prowadzi droga Polonii zostały na wszelki wypadek utajnione? Jesli tak, to co stoi na przeszkodzie aby podać do wiadomości, że aspekt zapewnienia bezpieczeństwa ma pierwszeństwo przed... właśnie, przed czym? Cóż, podobno nie ma trudnych pytań a jeśli nawet, to zawsze można się zwrócić o pomoc do AKTUARIUSZA!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9