Wolność a Śleboda

Sekretarz Stanu zatrzymał się w Berlinie podczas swojej zagranicznej podróży. Młodzi Niemcy pytali go o granice wolności słowa w USA. Odpowiedział: "w USA masz prawo być głupim, jeśli tego chcesz... tolerujemy to, jakoś sobie z tym radzimy. Wydaje mi się, że to cnota, o którą warto walczyć. Jako naród i społeczeństwo, żyjemy i oddychamy ideami wolności i tolerancji religijnej oraz politycznej, niezależnie od tego jaka to jest religia i jakie są czyjeś poglądy, stwierdził Kerry. Dzieje się tak z powodu wolności słowa". Interesujące wyznanie. Czy wypowiedź amerykańskiego sekretarza stanu o wolności słowa otwiera dostęp do opozycji mądrości? Może tylko zakpił sobie z rozmówców? Bez pyszej pewności ale jeśli pan sekretarz zna chociaż „Wisdom of the West” Bertranda Russella, lub hołduje przekonaniu pradawnego Kallimacha, że wielka książka, to wielkie zło, wyjaśnienie istoty nie powinno stanowić problemu. Odwróćmy więc sytuacje: czy mała książka oznacza dobro? Jeśli tak, to z pewnościa równie małe. Przykład Davida i Goliata wskazuje, że małe dobro jest w stanie zwyciężyć duże zło. Czy i jak w trudnej sytuacji poradzi sobie wypuszczona na wolność wszechobecna głupota? Odpowiedź na końcu rozważań. Rodacy mieszkający w Chicago, szczególnie z południowej strony miasta mają wysublimowane poczucie wartości, postrzeganych w literaturze, w sztuce, w wielu innych dziedzinach życia. Podróżują na Podhale i wracają do Chicago, latem w wakacje i zimą, kiedy sezon turystyczny pod Tatrami nasila się a dukaty aż proszą o podniesienie.

 


W dostępnych na rynku chicagowskim ogłoszeniach łatwo dostrzec zaproszenia do salonu poezji w Nowym Targu, na koncert podhalańskiej filharmonii z repertuarem W.A. Mozarta, do teatru w Bukowinie Tatrzańskiej, na recytacje Tryptyku Rzymskiego JPII w Zakopanym. To tylko niektóre z imprez w marcu br. Można jeszcze zaliczyć wieczór „Paris mon amour” na zakopiańskich Krupówkach, lekcje filmowe, występy zespołu „Śwarni” a koneserzy minionej epoki przeżyją fascynacje plakatem pod hasłem: „Lenin wiecznie żywy”. Każdy z ochotników wybierze coś dla siebie. Rodacy z Chicago, prędzej na Podhalu znajdą szeroką ofertę kultury. Dawniej na północy Wietrznego Miasta można było przeżyć kilka imprez w każdy weekend. Od kilku lat potrzeby naszej społeczności stara się zaspokoić Copernicus, dwie, trzy instytucje na trójcowie i niewielka Cafe Praque. Rodacy z południa mają Dom Podhalan, Szałas i Janosika. Latem artyści wygrywają swoją szansę na piknikach lub w salach przykościelnych. Inne lokale, nawet w downtown, mimo dogodnego położenia nie wykazuja zainteresowania naszymi artystami i frekwencją. Na przykładzie dążeń człowieka do wolności a ludzi gór do ślebody warto odnotować (za słownikiem), że: "śleboda, to jest coś, co tylko g o s p o d a r z ma w swoim gospodarstwie a co nie jest swawolą, bo ta niszczy lecz tym, co uskrzydla". Gdy mowa o gospodarzu, szczególnie pod reglami, to mamy na myśli właściciela gruntów, smreków, chałupy, izby, poglądów... Tymczasem amerykański człowiek, uzależniony od zasiłku, dysponuje tolerowawanym przez władzę prawem do głupoty. Strach pomyśleć co zagwarantuje władza, gdy wzburzone oceanu fale podmyją urwisko zwane fiskalnym klifem...

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9