Czerwcowe spotkania

W poprzedni weekend odbyly sie w Chicago co najmniej dwa spotkania z udzialem rodakow, na które zaproszen nie rozsylano ale wypadalo przybyc, dobrze wygladac i zachowywac sie przyzwoicie. Chronologicznie: W piatek odbyl sie z natury swej artystyczny wieczor, poswiecony piosenkarce Kasi Sobczyk. Koledzy postanowili zebrac troche pieniedzy by wesprzec piosenkarke w potrzebie. Jest w miescie taka tradycja, ze pomaga sie osobie chorej albo z innych wzgledów bardziej potrzebujacej. Przy tej okazji mozna samemu wystapic, zaistniec, pokazac sie, co z radoscia czynia organizatorzy. A czynia to z takim zapamietaniem, ze nierzadko ktos z obecnych musi przypomniec, ze to nie jest wieczor promocji biznesowej tylko zbiorka na najpierwsza potrzebe z przeznaczeniem osobie, która w skromnosci swej i zazenowaniu ani mysli o sobie. Nie inaczej rzecz miala sie i tym razem. Kasia jest jedyna i niepowtarzalna. Jej piosenki nie czêsto biora na warsztat mlodzi wykonawcy. Unikalna interpretacja artystki, uzupelniana z czasem nowoœciami aran¿acji znanych a dzieki temu uzyskujacych inne brzmienie utworow, powoduja unoszenie poprzeczki, nie zawsze do pokonania przez pokolenie techno, hard albo fusion. Talent którym zostala przez Opatrznosc obdarzona zjednal jej tyle samo przyjaciol, co tych drugich. Przyjaciele wspieraja Kasie jak moga a ci drudzy dla równowagi wspieraja przy takich okazjach siebie i kogo sie uda. Wielu nie wyobraza sobie polonijnej imprezy bez udzialu Kasi Sobczyk, a chicagowskiego centrum Milwaukee/Belmont bez malej postaci, w kapeluszu, ciemnym palcie, nienagannym makijazu i ladnych bucikach. Kasiu, wkrotce minie… "nasty" rok Twojego pobytu w Ameryce. Niech decyzja, podjeta z niemalym trudem okaze sie korzystna i niezmienna. Zycze zdrowia i ochoty do nowych wyzwan. Moze beda to utwory z tekstami W. Borkowskiego albo Krzysztofa Nowaka, z muzyka, której jeszcze nikt nie napisal, ale moze juz tworzy. Niekoniecznie „maly ksiaze”, wszak Jego Wysokosc juz urosla...

Drugie spotkanie zostalo zaprojektowane byc moze jako hold politykowi PiS, ex ministrowi sprawiedliwosci Zbigniewowi Ziobro, który przybyl z wizyta prywatna ale nie odmowil prosbie osob które zapragnely spotkania w szerszym gronie. Miejscem spotkania byla przykoscielna sala z wszelkimi insygniami wladzy tego, którego królestwo nie jest z tego swiata, ale Jego wyznawcy winni co najmniej lut respektu gosciowi, pod warunkiem dobrego wychowania i towarzyskiej oglady. O dekalogu nie wspomne. Nie, nie kultury, bo wystarczyloby poprzeszkadzac inaczej! Zmiana stylu to juz wymog czasow. Minister, nawet byly(ex) a aktualnie posel parlamentu RP powinien miec bodaj symboliczna opieke, a przyjecie na obcej ziemi jesli juz do tego dochodzi, na zasadzie: „gosc w dom - Bog w dom”. Powinien ale nie mial. Organizatorzy pokazali jakoby dwa nurty. Jeden za, a drugi jeszcze bardziej tylko inaczej. Naglosnienie sali okazalo sie spóznione. Czy w ogole bylo potrzebne? Osoba napastujaca goscia emocjonowala sie stopniowo, jej ton docieral chyba do samego zleceniodawcy. W pewnym momencie dobyla glosu, którego brzmienie przypominalo trudny w odbiorze dzwiek uszkodzonego dzwonu a emocje ryk lwa dobijanego przez slabo oplaconych pomocnikow przygodnego lowczego. W tej sytuacji gosc wydawal sie byc pogodzony z rzeczywistoscia. Jak na meczennika przystalo. Ale czy bylo to bezpieczne? Realia tak piatkowego (na rzecz Kasi) jak i niedzielnego (ku poslowi) spotkania z polonia, pokazuja ogrom powinnosci lezacych zarówno po stronie organizatorow jak i mniej przygotowanych na zadyme odbiorcow. Jeden negatywny incydent to o jeden za duzo. Nie zawsze trendy znaczy cool...

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9