Wakat w urzędzie

Kiedy okazało się, że miejsce zajmowane dotychczas przez przez radną 7. dzielnicy Wietrznego Miasta, Ms Sandi Jackson jest wolne, zgłosiło się ponad 42 chętnych. Jakby tego było mało, władze miasta przedłużyły termin zgłoszeń o kilka dni. Rozstrzygnięcia ma dokonać komisja złożona z 4 członków rady miejskiej oraz burmistrza. Kryteria doboru nie są wygórowane. Ważne jest aby znać problemy mieszkańców dzielnicy. Obszar dzielnicy od północnego wschodu w części oblewają wody jeziora Michigan, na południu granicę wyznacza 101 Street, od zachodu ulice Paxton i Clyde. Siódma dzielnica Chicago zachwyca perspektywą pracy i odpoczynku. Lincoln Park, Albany Park, Hyde Park, Chinatown, Little Italy, Greek Town, to tylko niektóre z ciekawszych miejsc. Są hotele, restauracje, parkingi, miejsca rozrywki i uciech, dobre połączenia z okolicznymi dzielnicami poprzez szereg arterii miejskich. Ilość mieszkańców nie jest łatwa do ustalenia. Wielu przyjezdnych zatrzymuje się od kilku dni do kilku miesięcy lub dłużej. Pod względem ukształtowania terenu dzielnica jest zróżnicowana, a to oznacza zwiekszone obowiązki służb miejskich. Kandydatów na stanowisko radnego 7. dzielnicy perspektywa różnorodności problemów nie zniechęca. Kwota 104 tys. dolarów, jako roczna zapłata za pracę otwiera szansę na poprawę samopoczucia.

 


Informacje o kandydatach są tajne. Nazwisko i imię osoby wybranej poznamy dopiero w połowie lutego br. Z nieoficjalnych informacji wiadomo jednak, że na liście brak kandydatów o polskich korzeniach. Nasi znani działacze, którzy epatują polonijne media przydatnością na każde wakujące stanowisko miejskie lub stanowe, w sprawie kierowania 7. dzielnicą, nabrali wody w usta. Nie zabierają głosu. Zaniechanie w tej sprawie może być podyktowane przezornoscią (wynikającą z ewidentnego braku poparcia) na podstawie doswiadczeń ubiegłych lat. Nie pierwszy raz otwiera się szansa skoku na urząd w Wietrznym Miescie i nie pierwszy raz ewentualnych kandydatów z polskimi korzeniami paraliżuje niemoc. Skąd tak mało wiary we własne siły? Jeśli nasze organizacje nie wykazują zainteresowania poparciem, to może więcej zrozumienia wykaże sąsiad, znajomy albo grupa, z którą najchętniej celebrujemy 4-th of July, Thanksgiving albo inne okazje. Znane jest stwierdzenie poparte praktyką, że "nikt nie jest prorokiem we własnym kraju". Wszystko się zgadza, tylko tu na emigracji, gdzie najlepsze rezultaty uzyskują popierający się wzajemnie Włosi, Grecy lub mieszkańcy Azji Mniejszej, na nas, dumnych następcach Piastów, Jagiellonów, poetów, myślicieli i odkrywców, kilka prozaicznych gestów nie robi wrażenia.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9