Protest Oświaty

Od 10 wrzesnia br. w Wietrznym Mieście zapanowała atmosfera strajku nauczycieli. Przeciw nieodpowiednim warunkom pracy i płacy, znaleźli oni oręż w postaci zaniechania świadczenia pracy. 1700 uczniów przesiadywało w klasach ale nie uczyło się. Kogo to obchodzi? Dzieci? Niekoniecznie. Rodziców? Tak. Muszą zmagać się z zapewnieniem opieki dziatwie szkolnej. Amerykanie znani z praktycznego zmysłu wydłużają dzieciom pobyt w klasach, dostarczając posiłków i zabawy w godzinach od 8:30 do 2:30 po południu. Szczegóły akcji strajkowej rodzice śledzą na internecie:www.cps.edu/childrenfirst.com. Strajk zakończyl się ale czy problemy oświaty zostaną rozwiązane? Alternatywą publicznego szkolnictwa są szkoły czarterowe. Jest to propozycja nauki w obiektach wyposażonych w pomoce naukowe, sprzęt, użyteczności, zdobycze technologiczne i inne. System nauczania w tych szkołach nie ma piętrowo rozbudowanej biurokracji. Czy propozycja: mniej uczniów, więcej czasu na naukę oznacza zdobycie większej ilości wiedzy, sprawności, umiejętności? Kto wie. Można to osiągnąć w dobrze wyposażonej sali gimnastycznej, na basenie, siłowni, na stoiskach komputerowych, w salach, w obecności "naszej pani" albo "naszego pana". Skąd wziąć nauczycieli? Przeciwnicy tego rodzaju rozwiązań podnoszą argument o nauczycielach nie znających zasad pedagogiki i dydatktyki. Zwolennicy nauk czarterowych uważają, że pasja do pracy z dziećmi wystarczy.

 


Wśród nauczycieli strajkujących przeciw rozwiązaniom chicagowskiej oświaty, sa osoby, które pierwsze nauczycielskie szlify zdobyły w Polsce. Starają się zrozumieć postulaty chicagowskich nauczycieli, śledzą reakcje władzy, odpowiedzi związków. Z upływem czasu udoskonala się organizację grup marszowych, zaopatrzenia w transparenty, napisy, pikiety w obrębie ulicy Clark, w downtown gdzie mieści się siedziba chicagowskiej oświaty. Nie potrzeba wielkiej filozofii aby wiedzieć, że zmiany mają źródło w braku zgody, wywodzą się z niezadowolenia. Zmian dokonują ci, którzy niewiele albo niczego nie tracą. Z sytuacji materialnej nauczycieli zatrudnionych w chicagowskim systemie oświaty wynika, że co drugi, miewa do stracenia ok. $75 tys. rocznie, ubezpieczenia zdrowotne i trochę płatnych urlopów. Warto ryzykować? Tak, mówią ci z szacunkiem dla wiekszego pieniądza, argumentując dobrem dzieci. Nie, twierdzą przeciwnicy szkół czarterowych. Nauczyciele polonijnych szkół weekendowych nie mają tych problemów. Nad organizacją nauki języka polskiego i kultury czuwają rodzice. Od nich zależy czy poślą swoje pociechy na kilka godzin w piątek albo w sobotę do szkoły i uiszczą opłatę. Dzieci mają szansę na obcowanie z programem piękna polskości i utrwalania tożsamości na obczyźnie. Nauczyciele polonijnych szkół nie strajkują. Mimo niewielkich gratyfikacji, na kilka sposobów ukazują uczniom historię literatury, losy polskiego narodu, nauczają innych przedmiotów w języku polskim. Zarówno zalety tych szkół, jak i wady w stosunku do możliwości szkół publicznych dzieli przepaść porównywalna z głębokością kanionów Rocky Mountain, w Andach, w naszych Tatrach.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9