Gość w dom, nuda w kąt

Związki Polaków mieszkających poza granicami z rodakami w kraju są naturalną koniecznościa, często przyjemnością i jakkolwiek bywa, są godne poparcia. Na kontaktach zarobić pragną obie strony. Jesli jedna zarobi więcej, to strona druga nie zawsze jest w stanie wybaczyć. Bywa też tak, że mimo niewielkich efektów materialnych, korzyść odniesiona jest większa choć niewymierna za pierwszym podejściem. Wiedzą o tym nie tylko ci, którym po latach przypadła szansa na rozwój. Ostatnio gościł wśród Poloni w Chicago starosta jednego z zamożniejszych ośrodków średnio uprzemysłowionej Małopolski. Kontakt z operatywnym gościem rozpoczął sie od wywiadu w jednym z programów radiowych. Miejscowi biznesmeni dostrzegli w tym jakby sygnał. Już oni wiedzą jak „przechwycić gościa”. Pragną zachęcić go do współpracy w określonym kierunku a zniechęcić do kierunku strony przeciwnej. Projekt zachęty jest prosty. Najpierw trzeba uporządkować teren, zatem gość usłyszy z kim rozmawiać powinien, a kogo unikać. Bez urazy, za to włacznie z inwektywami, których nie sposób sprostować ani dochodzić w sądzie przeproszenia, o zadośćuczynieniu nie myśląc. Wówczas wystarczająco zdezorientowany, otrzymuje ofertę. Często jest to oferta do odrzucenia, z trudem do spełnienia ale nie od pierwszego razu.

 


Okazuje się to dopiero po odlocie gościa i upływie czasu. Zdarzają się "gospodarze" snobujący na „wszechmocnych” w Illinois, tzn. tych, którzy potrafią załatwić każde życzenie, uruchomić najbardziej strzeżone zamki, otworzyć niedostępne gabinety władzy (z majorem miasta włacznie) i jeszcze wspomnieć o zasługach u "siły wyższej". Zdziwiony gość skrzętnie odnotowuje przydatność tego lub innego operatora biegłego w załatwianiu i korzysta. Gość stara się być miły, chociaż niewiele potrafi obiecać. Unijna cywilizacja nowoczesnej Europy nauczyła wybranych pomazańców spycho odpowiedzialności, stosowania użytecznej taktyki. Jeśli nie możesz nawet obiecać, uśmiechnij się i nie stawiaj kropki nad „i”; podaj adres e-mailowy, nawet jesli już wręczyłeś kartę wizytową. O przychylność gościa z Polski, szczególnie z nadania władzy potrafią zabiegać różni „kolekcjonerzy znajomości”. Przykładem niech będą starania o przychylność goscia z małopolski o którego względy zabiegali Polonusi z Wietrznego Miasta, mimo iż na pozór wydawało się, że nie ma w tym żadnego interesu. Pracowicie dokonali jednak "przebicia" na swoją rzecz. O co chodzi? Gośc z Polski spełnił rolę środka do celu. Traktowany z wszelkimi honorami, acz instrumentalnie. "To jest mój gość... jak sobie zaprosisz, zawieziesz do downtown, pokażesz, zapoznasz, ugościsz, to będzie twój, a narazie jest mój!". Tak w wielkim skrócie przedstawia się jeden z aspektów wizyt biznesowych rodaków z Polski w celu współpracy z Polonią. Czy w opisanym stanie mamy do czynienia z "bitwą na gości" czy o gościa a może chodzi o coś zupełnie innego? Pewne jest, że niektórym polonijnym "asom biznesu", mimo kampanii wyborczych, wyraźnie doskwiera nuda...

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9