Unikaty Wietrznego Miasta

Pracownicy, działacze i Polonia zainteresowana losem Muzeum Polskiego w Ameryce (MPA) otrzymała cenne historyczne zbiory, uznawane przez wiele lat za utracone, zagubione lub nieoficjalnie wyniesione z budynku Muzeum. Cenne okazy powróciły do MPA 20 czerwca br. dzięki staraniom wielu osób oraz Federalnego Biura Śledczego (FBI). Jeden z marchandów, a więc osób promujących dzieła sztuki, Mr Harlan J. Berk, nawiązał współpracę z organami ścigania gdy jego biuro zaczęły "zasilać" historyczne dokumenty w celu sprzedaży. Ustalono, że oferowane na sprzedaż przedmioty stanowiły własność Muzeum. W zasadzie sprawa została zamknięta jeszcze w 2011 roku. Przedmiotem zwrotu są dokumenty i dzieła sztuki, a więc cenne listy polskich królów, cesarza Francji, amerykańskich bohaterów wojny domowej; listy amerykańskich prezydentów dotyczące spraw polskich, druki i szkice, listy słynnych polskich pisarzy, pieczęcie, polskie medale oraz medale nazistowskiej propagandy przeciwko Polsce i inne okazy, aktualnie wycenione na kilka mln dollarów. Czy jednak na te "białe kruki" jest cena?! W związku z ta spektakularną akcją odzyskania zbiorów bez ujęcia sprawców, nasuwa się kilka zagadnień. Po pierwsze weryfikacja inwentaryzacji aby ustalić czy unikaty te zaginęły w jednym czasie. Po drugie, sprawdzenie procedur zabezpieczenia aby wyeliminować możliwość dostępu osób nieuprawnionych do zbiorów unikatowych. Po trzecie, trzeba zweryfikować polisę ubezpieczeniową, w celu zminimalizowania strat na przyszlość. I jeszcze uwaga: nie jest jasne od czego zależało wydanie zbiorów skoro katalog odzyskania był już gotów w 2011 roku; chyba, że chodzi o 75 rocznicę powstania MPA. MPA przestrzega zasad bezpieczeństwa, ochrony, przechowywania i konserwacji oraz służy badaczom. Nie można wątpić, że MPA zapewni konieczne środki bezpieczeństwa odzyskanym okazom, które wkrótce zostaną skatalogowane i udostępnione.

 


Misją Muzeum Polskiego w Ameryce było i zawsze będzie zabezpieczanie dóbr kultury narodowej i dowodów wydarzeń historycznych. MPA jest także ośrodkiem badań naukowych promującym wiedzę na temat społeczności polskiej w Ameryce. Jedno jest pewne: zbiory te, podobnie jak ludzka przyjaźń nie mają ceny. Są po prostu bezcenne! Temat ten wiąże się z obyczajem świętowania dnia Św.Jana. W Chicago można spotkać wielu Janów, Januszów, Jaśków a także nie jedną Janinę, która tutaj dla wygody językowej tubylców egzystuje jako Jane albo Nina. Wśród Janów, na wyróżnienie zasługuje Jan Jablonsky. Jego sytuacyjny humor okraszał kiedyś początki pobytu wakacjuszy z Polski a także umilał trudne chwile emigranckie płci sobie przeciwnej. John znany był wśród przyjaciół jako "John very busy". Jego liczne zajęcia i wrodzona życzliwość nie miały sobie równych. John potrafił zostawić wszystko i gnać na pomoc, gdy po północy w weekend przyjaciel poprosił o zaliczkę na depozyt policyjny. Kto wie jak skończyłoby się zatrzymanie niewinnego zwykle kierowcy, gdyby nie płynny angielski i dar przekonywania Johna. Utrzymując liczne kontakty miewał też propozycje nieźle płatnego zajęcia. Jego dom był zawsze otwarty. Do dawnych przyjaciół przybywali nowi. Przyszedł jednak taki czas, że John zakochał się. Dla społeczności polonijnej Chicago nie zniknął ale pewna nieduża, słodka cudzoziemka, sprawiła, że odtąd rzadziej można go było spotkać z rozchmurzonym czołem. Wszystkie dzieci sa nasze. John dbał nie tylko o swojego syna ale także o jej 2 chłopców. Mieszkają w dobrej dzielnicy. Dzieci dorosły, ale problemów nie brak. John wykonuje ciekawą pracę, ustawicznie szkoli się. Kiedyś zadzwonił do jednego z programów, żeby ostrzec rodaków przed kradzieżami tożsamości. Widać żyłka społecznikowska a w niej czysta warszawska krew wciąż pulsuje i ma się znakomicie. Komu pierwsze wakacje kojarzą się z "Johnem very b usy", niech wspomni, pozdrowi go, wznosząc w dzień Jego imienia toast za pomyślność. W Wietrznym Mieście są osoby równie życzliwe emigrantom ale "very busy John" jest tylko jeden! Ten, kto spotkał w Chicago swojego Johna albo jego żeńską odmianę, może liczyć na szczęście nie tylko w najdłuższą noc w roku. Dobrego nigdy za wiele. Sto lat John!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9