Miejskie sprawy

W Chicago zgodnie z literacką nazwą, w Wietrznym Mieście mieszkańcy mają coraz więcej pretensji do pogody, natomiast zupełnie zapominają o udziale własnym w tym żywiole. W ciągu minionego i bieżącego roku otrzymujemy wiadomości o zarejestrowanych przez sejsmografy trzęsieniach ziemi w okolicy miasta. Ta część globu dotychczas nie została uznana za obszar wrażliwy sejsmicznie. Jednak przyczyn trzesienia nie znamy. Niewątpliwie czyjaś działalność irytuje planetę ziemską. Także z naszym udziałem nie jest najlepiej. Śmiecimy na potęgę. Wystarczy przyjrzeć się parkingom pod apartamentowcami albo parkom po piknikach, nie tylko z udziałem grup taneczno rozrywkowych. Dobrze, że downtown zaopatrzone zostało w coraz wiekszą ilość diodegreadacyjnych koszy na odpady, puszki po napojach i inne segregowane. Może dlatego wjazd do centrum i parkowanie pojazdów drożeje każdej wiosny. Dawniej dzielny rycerz na rączym rumaku uiszczał na rogatce grodu odpowiedniej ilości myto zależnie od ilości służby oraz czasu pobytu. Te czynniki miały ogromne znaczenie dla władz grodu, chętnych przyjęcia gości ale już mniej chetnych by instalować odpływy kanalizacji, zaopatrzenie w wodę czy zapewnienie bezpieczeństwa. Wiek XXI przyniósł wielkie zmiany w zakresie gościnności zinstytucjonalizowanej dzisiaj w nazwie: turystyka. Przed wiekami podróże zawsze były w modzie, pozwalały poznawać świat, szczególnie młodzieży, zaopatrzonej przez rodziców w odpowiednie ilości gotówki.

 


Dzisiaj podróżuje się łatwiej. Są vouchery, karty kredytowe. Wciąż jednak najwygodniej zatrzymać się u rodziny, przyjaciół, znajomych. Zależy komu wygodniej... ale osoby przewidujące napływ gości zaproszonych, znanych a także przypadkowych już planują szczegóły. Kontraktorzy Polonii dobrze znają temat wywozu odpadów budowlanych. Ceny usług wywozu, usunięcia, utylizacji znacznie wzrosły. Czy opłata załatwia ochronę śodowiska? Czy dzieki pobraniu pięniądza będziemy mieć pitną wodę bez pałeczek e-coli, ciężkich metali, antybiotyków, czy pestycydów? Przed laty o stanowisko szefa departamentu wody w Wietrznym Mieście, ubiegał się Amerykanin, polskiego pochodzenia ale nie wygrał batalii o urząd. Czy objęcie tego stanowiska przez naszego rodaka może być w przyszłości gwarancją lepszej jakości usług? Niekoniecznie. Najczęściej sprawdza się przysłowie: „jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one”. Załatwiając w chicagowskich urzędach różne sprawy, nieraz spotykamy naszych rodaków. Czy starają sie pomóc, czy dla „swoich” są bardziej życzliwi, uprzejmi? Niekoniecznie. Najczęściej jest przeciwnie, jakby dbali o odsunięcie podejrzeń o „totumfactwo”. Na całym świecie, tak i w Chicago, priorytetem urzędnika (nawet z polskim pochodzeniem) jest majestatyczne sprawowanie urzędu. Niezalezne czy chodzi o czystą wodę, wywóz śmieci czy pozwolenie na piknik albo okolicznościową manifę.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9