Podział Jackowa

Niewiele tematów z zakresu administracji porusza Polonię w Wietrznym Miescie tak, jak nowa mapa dzielnic a więc podziału administracyjnego. Miasto ma swoją dynamikę. Politycy nie tylko z kręgów lokalnych, czuwają nad najbardziej opłacalną gwarancją utrzymania zarówno pozycji zdobytych jak i ekspansji w nowe, jeszcze poza zasięgiem zdobycznych łupów. Służą temu rozmaite metody. Powołane zespoły specjalistów przykrawają okręgi wyborcze tak, aby wyborcy nie mieli wątpliwości w powierzaniu mandatu komu należy. W dotychczasowym obszarze Polish Village, a więc m.in. w okolicach Jackowa, odbywają się spotkania z radnymi, ktorzy starają się uzasadnić nowy projekt podziału terenu. Pokrojone na trzy lub więcej części Jackowo, straci swój dotychczasowy charakter zwartej, polonijnej aglomeracji. Radnych, najczęściej o polskich korzeniach, którzy rozumieją sprawy rodaków, zastapią nowi, bo taka jest kolej rzeczy. Jeszcze przed 15 laty Jackowo podwajało liczbę mieszkańców, stając sie szczególnie latem, okresową sypialnią przybyszów z Europy pracowników. Była praca, można było zarobić, zainwestować. Aktualnie mało kto przybywa na dłużej, kwitnie turystyka, prawdziwe wakacje. Być może niebawem, wzorem Trójcowa, Wicker Park i innych okolic, polskie kiedyś Jackowo stanie się dzielnicą zamożnych japiszonow. Politycy już dbają o umieszczenie swoich przedstawicieli w nowych granicach okręgów. Rodacy rozproszą się, co spowoduje, że małą czy dużą sprawę, zarówno wnioski o licencje, prośby, wszelkie pozwolenia, uprawnienia, skargi, odszkodowania, w zasadzie każdą sprawę, trzeba by zanosić przed oblicze nowych radnych. Kogo to obchodzi?

 


Terminy, miejsca spotkań w sprawie podziału nie są wystarczajaco naglośnione. Którą z polonijnych organizacji interesuje los rodaków, poza powtarzaniem „w jednosci siła”? Na spotkania z radnymi, organizowane juz kilkakrotnie w dzielnicy, przybywają grupy amerykanów pochodzenia latynoskiego, afroamerykanie i inni. Z naszej społeczności obecność prezentuje najwyżej kilka osob. Nie ma komu zadbać o przygotowanie wystąpień, rezolucji, ewentualnych protestów. Chicago rozrasta się, rozwija przestrzennie. Do tej pory rodacy budowali, upiększali i poszerzali swoje włości. Pozostawiali zadbane dzielnice a sami obejmowali we władanie kolejne tereny, by budować, zasiedlać, zaczynać od nowa. Rodacy zajęci codziennoscią niewiele uwagi poświęcali ostatnio politycznym aberracjom. Wcześniejsze pokolenia takich politykow jak Karol Rozmarek czy Roman Pucinski posiadali zaplecze, dzięki któremu ich działalność mogła istnieć bez szwanku a z rozmachem. Dzisiaj jest trudniej. Dolar ma zmienna siłę nabywczą, polonia inną pozycję wsród politycznych tygrysów. Szlak od downtown i okolic drogi ekspresowej w kierunku zachodnim „zdobią” opuszczone fabryki, adaptowane na mieszkalne lofty. Jadąc wolniej, w nieustannym na tej trasie korku (traffic) łatwo dostrzec wieże świątyń, kosciołów wzniesionych przez rodaków. Napewno nie w takim zagęszczeniu jak w nonsensopedii, znanej jako „Monachomachia” I. Krasickiego. W tym XVIII-wiecznym utworze opisał autor ówczesne realia zabudowy miejskiej w ten sposób: „byly trzy karczmy, cztery bram ułomki, klasztorów dziewięc i gdzieniegdzie domki.... Dzisiaj nastąpił przewrót pojec, z jednym wyjątkiem! Jesli chodzi o karczmy, to z uwagi na skrzyżowania ulic, zwykle można naliczyć tyle, ile jest rogów czy jak ktoś woli corners, a zatem przeciętnie po cztery. Współczesne nazwy nie odbierają także temu zjawisku charakteru nonsensopedii.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9