Wyborcze dylematy

Uprawnieni do glosowania poza krajem latwiej dokonuja wyboru wsrod inwestycji niz wsrod kandydatow do parlamentu w Polsce. Na rynku nieruchomosci w Chicago i w okolicy znajduje sie wiele ciekawych obiektow. Byly gubernator Stanu Illinois wystawil na sprzedaz swoj dom. Rezydencje zwana forteca z 13 pokojami o powierzchni 3,817 stop kwadratowych, mozna juz nabyc za jedyne $1,07 mln. Kto woli oszczedniej, moze zdecydowac sie na jeden z szesciu domow znanego architekta Franka Lloyda Wright, obiektu z poczatku ub.wieku, za jedyne $200 tys. Rezydencja polozona jest niedaleko Chicago, w Milwaukee, w sasiednim Stanie Wisconsin. Oczywiscie na tym nie koniec atrakcji. Mozliwosci wyborow sa roznorodne. W Chicago, bastionie formacji PiS, malo kto z politykow przekonywal skutecznie do wyboru kandydatow innych partii. W ciagu ostatnich kilku miesiecy Polonia chicagowska goscila po jednym kandydacie: PO, PiS, PSL. Bywaly tu mniej oficjalnie inne osoby ale raczej w zwiazku z wyjasnianiem katastrofy pod Smolenskiem i celebrowaniem rocznic niz w sprawach wyborow. Przed dniem wyborow 8 pazdziernika br konsulat w Chicago oglosil, ze z formy korespondencyjnej skorzysta 536 osob a do udzialu osobistego zglosilo sie nie wiecej okolo 13 tys. osob. Przedwyborcze sondaze jako zwierciadlo (czesto krzywe) marzen elektoratu, niewiele znaczy bez badan wiedzy wyborcow. Nie tylko elektorat chicagowski odrzuca nudne opisy kompetencji Sejmu i Senatu, zasad nowego kodeksu wyborczego, komisji, podkomisji sejmowych oraz instytucji obslugujacych. Elektorat chicagowski oddaje glosy w komisjach rezydujacych m.in. w obiektach przyswiatynnych.

 


Powolani mezowie zaufania maja czuwac nad prawidlowoscia przebiegu. Sludzy sil mniej czystych podejmuja desperackie wysilki by kwestionowac przykoscielne miejsca, wyposazenie i wystroj wnetrz. Jesli dzieki ich zabiegom przestrzegana zostanie tajnosc wyborow i przebiegna sprawnie, to zdarzyc sie moze, ze sily te straca status mniej czystych. Fakt ten nie przysparza zmartwien ani nie spedza snu z powiek wyborcom, gdyz nie kazdy zdaje sobie sprawe z wladzy ludu. Publicznosc elektorska ozywia sie nieco na haslo g a l o p u czarnego konia tej kampanii. Wowczas jednak ujawniaja sie ambiwalentne postawy wyborcow. Bywa to wynikiem wczesniejszych prezentacji seksi akcesoriow, czyli szoku uprawianego przez polityka z Bilgoraja. Ludzie latwiej pamietaja mu szczegol z wieprzowina (swinskim ryjem) albo lubelskie happeningi alkoholowe niz zalozenia programowe. Faktem jest, ze jako polityk, wykazal na starcie niezwykle oszczedna pracowitosc przy realizacji projektu „przyjazne panstwo”. Z uplywem czasu, choc to tylko (i az) 4 lata, zmienily sie pryncypia wyznaczonych zadan, panstwo przestaje byc przyjazne. Trzeba uporac sie z kryzysem a wkrotce z jego kolejna fala. Chicagowski elektorat nie biezy do urn tak ochoczo jak podczas wyboru prezydenta. Jedyny kandydat, znany dzieki radiu w Wietrznym Miescie, tym razem z ramienia PSL, pragnie reprezentowac Polonie chicagowska w polskim parlamencie. Oczekiwania wyborcow z Chicago nie ulatwiaja mu zycia. Entuzjastyczne wystapienia tego kandydata na spotkaniach z polonijna spolecznoscia, jego zalozenia programowe, akty dobrej woli, ludzie przyjmuja sceptycznie. Sprawdza sie biblijne przeslanie: „nikt nie jest prorokiem we wlasnym kraju”. Uprawnieni do oddania glosow emigranci wiedza lepiej, ze „tu jest Ameryka, nie Polska” i najpierw cierpienie, a potem? Kto wie ...

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9