Nie będziemy się gryźć jak ludzie

Ubiegły weekend obfitował w zaproszenia do wypoczynku w plenerze. Snuje się babie lato, zwane tutaj indiańskim, ciepłe dni i zieleń drzew jeszcze w pełni. Zanim nadejdzie jesień korzystamy z zaproszeń do udziału w polonijnych piknikach, odbywających się na poludniu aglomeracji Wietrznego Miasta i na północy, między innymi w Schiller Forest. To miejsca znane i lubiane przez polonijną społeczność Wietrznego Miasta. Zwiedzający okolice parku spotkali nie tylko działaczy na rzecz parady jamników ale także zwolenników innych propozycji. Od pewnego czasu podwoje uchyla działalność zbawcza, postulując gwarancje lepszego życia na tamtym świecie skoro nie każdemu udaje się na tym, najlepszym ze światów. Fundacja Kultury Tatrzańskiej urządziła młodzieżowe zawody sportowe w Lemont. Działacze Towarzystwa Przyjacioł Krakowa po raz 16. rozwinęli czerwony dywan na pikniku z hasłem: "Nie będziemy się gryźć jak ludzie". Po tym dywanie przechadzały się jamniki, prowadząc swoich panów i panie po nagrody. Spotkania jamników, pupilów z wierną częścią mieszkańców Wietrznego Miasta obfitują w zabawne wydarzenia. Mimo, iż nie było wyborów miss mokrego podkoszulka ani prezentacji umięśnionej męskiej sylwetki, to atrakcji nie zabrakło. Projekt parady jamników wywodzi się z Krakowa. To, co najciekawsze, wartościowe, co najbardziej inspirujące, oprócz smogu, przywiało z Krakowa do Wietrznego Miasta. Parada jamników była kiedyś satyrą na bufonadę wielu peerelowskich imprez w starym grodzie Kraka. Czy kultywując tradycje satyry na Ziemi Lincolna wyznacza ta parada istotom dwunożnym nowe trendy? Jakie? Dostojeństwo krótkonogich zwierząt kojarzone być może z majestatem władców, których najwięcej spoczywa w Krakowie, na Wawelu. Może tęsknota za prawdziwymi autorytetami sprzyja przyjaźni z tymi, których milczenie staje się bardziej wymowne niż najgłośniejsze nawet odszczekanie... O czym dowiedzielibyśmy się gdyby jamnik mógł mówić? O tym, żeby przestać prosić Wiedeńczyków o ustawienie pomnika Króla Jana III Sobieskiego na Kahlenbergu lecz umieścić go w Krakowie (chociaż tam coraz mniej miejsc dla pomników) albo w miejscu wykonania odlewu, w Gliwicach. Z okazji 100 lat odzyskania niepodległości Polski można o to zapytać rodaków. Bo kogo? Przecież nie tych, którzy pod hasłem : "nie będziemy się gryźć jak ludzie" merdają wesoło ogonkami! 

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11