Beatus - obawy artystow

Beatus, z laciny “blogoslawiony” przez Pana, nastepny etap, to swiety. Wierni w rozny sposob przejawiaja zainteresowanie osoba beatyfikowanego. Niewiele wiadomosci dotarlo do przecietnego czlowieka o tym, dlaczego niektorzy z beatyfikowanych czekali wieki zanim ogloszono ich swietymi a inni poszerzali ten krag w ekspresowym wrecz tempie. Jan Pawel II, papiez nawolywal do swietosci, twierdzac, ze kazdy czlowiek moze zostac swietym, bo powolanie do swietosci to atrybut osoby ludzkiej. Niby proste ale pojac nie latwo. A jesli cos niepojete, to stosowac jeszcze trudniej. W warunkach naszej spolecznosci w Chicago, przygotowania do wielkiej uroczystosci bestyfikacji Jana Pawla II skupiaja sie w swiatyniach, w kregach zwiazanych z kultura oraz wsrod zajmujacych sie obsluga informacji. Szczegolnym zainteresowaniem cieszy sie grupa tzw. ludzi kultury, srodowisko zroznicowane jak w kazdych warunkach emigracycjnych, zbolale niedocenianiem przez odbiorcow, nielicznych, nastawionych na krytyke, a nawet wiecej. Owo “wiecej” oznacza eliminacje jednych ludzi kultury przez innych ludzi, ktorych zajmuje kultura. Przyklad az sie prosi. Otoz wsrod pelnych talentow polonijnych grup i indywidualnosci w Chicago, na emigracji znalezli sie jedni, ktorzy cicho, skromnie i z powaga oddaja hold naszemu wielkiemu Rodakowi. Hold ten wyrazaja w prozie albo w skladnych lub mniej skladnych rymach, a takze w kompozycjach dzwiekow, melodeklamacjach oraz wystawach pamiatek zwiazanych z przezyciem spotkan z Jego Swiatobliwoscia JP II. Sa tez inni, ktorzy wynajmuja pomieszczenia, zapraszaja gosci, kasuja oplate, a jako artysci lubuja ogrzac sie w promieniach chwaly Karola Wojtyly, prezentujac fragmenty Jego utworow. Trudno powiedziec, ktora z tych grup bardziej wielbi siebie niz autora “Wstancie, chodzmy“. Faktem jest, ze czlonkinie jednej dopuszczaja sie atakow telefonicznych na nieliczne przejawy talentu grupy drugiej, niweczac inwektywami chwalebne dokonania. Doszlo na tym tle do wycofania kilku punktow programu ku chwale beatyfikowanego a jedna z uczestniczek, autorka wierszy, doprowadzona do stanu desperacji zrezygnowala z wystepow. Czy takie zachowanie preferuja kulturalni albo zaliczajacy sie do tej kategorii? Czy istota najwazniejszego przeslania Jego Pontyfikatu o swietosci kazdej osoby ludzkiej sprawdza sie ale z wyjatkiem? A moze jedni pojmuja co glosil i nie lekaja sie a inni lekaja sie ale o wlasne pozycje. W kraju z ktorego pochodza ci zaleknieni, wrze wokol kultury. Artystka Szapolowska, porzucila spektakl oraz widzow u Jana Englerta, bo w tym czasie udalo sie jej wystapic w ciekawszej finansowo propozycji telewizyjnej. W ub roku inna aktorka obrazona na rezysera, wypiela podczas spektaklu najmniej oczekiwana niezmiennosc swojej urody. Miernego uroku aktor serialowy poobrazal kolezenstwo, z ktorym przez dluzszy czas udalo mu sie zarabiac i zdobywac popularnosc. To sa przyklady leku, nie odwagi. Coraz trudniej jest zrozumiec artystow, ktorzy wsrod Polonii z takim mozolem usiluja szerzyc kult sztuki teatralnej, filmowej, malarskiej i kazdej innej, rownoczesnie tratujac najdrobniejszy jej przejaw. Pokolenie JP II wiedzione przeslaniem prawdy, wstalo i poszlo. Dlatego konkurencji praktycznie nie ma, a zatem: czego lekasz sie artysto?

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9