Przywilej polonijnego wyborcy

Jednym z najbardziej eksponowanych, kosztownych i uzasadnionych przywilejów polonijnego wyborcy podczas wyborów w aglomeracji Wietrznego Miasta jest możliwość korzystania z pomocy osób władających językiem polskim. Spełnienie obowiązku glosowania jest więc łatwiejsze. Taki przywilej otrzymała polonijna społeczność nie tylko w Wietrznym Mieście. Na czy polega ta usługa? Chodzi o objaśnienie zwykłych technicznych czynności językiem bliższym wyborcy przy oddawaniu głosu poprzez urządzenia elektroniczne. Nie każdy na codzień zdążył zaprzyjaźnić się z obsługą PC-eta, a więc osobistego komputera chociaż takie pojęcia jak adres internetowy, strona, web, microsoft są znane. Jeszcze trudno odróżnić deletowanie od delektowania ale i to powoli wchodzi w zakres pojęć godnych użycia. U podstaw dobrodziejstwa głosowania w języku polskim, choć precyzyjniej byłoby określić: z udziałem naszego języka leży coś więcej niż tylko zachęta do oddania głosu. To także ułatwienie realizacji naszych uprawnień i obowiązków obywatelskich. Oczywiście możliwość uczestnictwa w amerykańskim procesie wyborczym poprzedza akt naturalizacji, czyli nabycie obywatelstwa w przypadkach określonych przepisami. Czy sprawę załatwia proces naturalizacji, którego częścią jest zdanie egzaminu z wiadomości o tym kraju, o jego historii, ustroju i o zagadnieniach współczesnych Stanów Zjednoczonych? Polonijne organizacje zachęcają do złożenia dokumentów i przygotowują chętnych do egzaminu obywatelskiego. Gdyby nas było więcej, w rozumieniu więcej aktywnych obywateli amerykańskich, twierdzą eksperci, to moglibyśmy pokonać pozostałych Amerykanów w ich dążeniach do urzędów. Tymczasem chodzi nie tylko o zdobycie uprawnienia poprzez certyfikat obywatelski ile o udział, osobisty u d z i a ł w kolejnych wyborach. Jednym z niebagatelnych aspektów powiększenia ilościowego wyborców jest możliwość oddania głosu na naszego, na naszych (według określonych kryteriów)  kandydatów. Czy musi mieć polskie nazwisko? Nie! Czy wystarczą związki z Polonią? Nie koniecznie. Czy kandydat o którym mowa powinien mieć zasoby materialne, a więc być osobą zamożną? Zdecydowanie tak. Jak to zrobić? Pokazali nam przodkowie oraz inni, których znamy z sąsiedztwa, to Irlandczycy, Włosi, Afroamerykanie, a ostatnio częściej ci, którzy wywodzą swoje korzenie z Meksyku, z krajów Ameryki Południowej, nie mówiąc o nieco dalszym a jakże prężnym zapleczu azjatyckim. Tam amerykański biznes znalazł ciekawsze dla rozwoju warunki, w tym tańszą siłę roboczą. Wnikliwe obserwacje tzw. giełd elektorskich wskazują na potrzebę uzupełnienia wiedzy naszej społeczności w tym zakresie. Inaczej nie zdobędziemy należnego nam miejsca, czego nikt nam nie broni, a wielu zachęca.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9