Podziekowanie

W czwarty czwartek listopada Amerykanie lubia przyjmowac podziekowania. Ustanowili w tym celu szczegolny rytual. Najpierw opowiadaja o historii, potem na stol wjezdza upieczony indyk a na deser przyjmuja podziekowanie. Za co? Za nadzienie. Kazdego roku indyk zawiera jakas tajemnice. Dwa lata temu swoja kadencje rozpoczynal nowy prezydent, w roku ubieglym wrzalo wokol reformowania spraw zdrowia. A w tym roku? Tez niespodzianka. Na wieksza i mniejsza skale. Mniejsza dotyczy chicagowskiego podworka. Bedzie nowy burmistrz. Nie zawsze oznacza to nowe miejsca pracy dla naszej polonijnej spolecznosci w urzedach Wietrznego Miasta, tym bardziej w dobie kryzysu, ograniczania wydatkow publicznych poprzez ogolnie zrozumiale ciecia kosztow. W wielu urzedach miasta pracuja obywatele amerykanscy urodzeni w kraju przodkow, w wielu moga pracowac nowi. Moga ale nie musza. Jesli burmistrzem zostanie kandydat, ktory potrafi uporac sie z kosztami w sposob inny niz opisany, to nasi ludzie pozostana na swoich miejscach a moze nawet awansuja. Nie dlatego, ze jakos szczegolnie wyrozniaja sie ale dlatego, ze procz kompetencji cechuje ich lojalnosc, subordynacja, dyspozycyjnosc, sa mili, dzialaja skutecznie. Jesli jednak okaze sie inaczej trudno bedzie pogodzic sie urzednikom z przejsciem na pozycje petenta. Najtrudniej byc petentem w urzedzie przyznajacym zasilki dla osob pozbawionych pracy; mowia o tym polonijni petenci, ktorym przyszlo pozegnac sie z praca nie koniecznie urzednicza. Odkad prezydent objal urzad i obiecal zmiany, kolejna na wyzszym juz szczeblu, niespodzianka byc moze constans. Uzycie tego okreslenia ma oznaczac brak zmian, ale w tej sytuacji brzmialoby to niezrecznie. Zatem constans. Nie przybliza sie reforma emigracji, ani opieki zdrowotnej i sluzb z tym zwiazanych mimo, iz podjete zostaly srodki a scislej finanse z funduszu, ktory do tej pory sluzyl najubozszym albo najbardziej potrzebujacym. Tyle najogolniej niespodzianek nadzienia. Teraz podziekowanie. Za caloksztalt. Za nowe, sliczne, zielone pieniazki za ktore obywatele polskiego pochodzenia moga kupic bardzo duzego indyka, upiec go wraz z nadzieniem, zjesc troche razem z bliskimi a reszte zamrozic na swieta Bozego Narodzenia, nasze prawdziwie rodzinne swieta. Gdy przyjedzie rodzina z kraju bedzie mozna tak na luzie pokazac jak dobrze sie zyje, podac plastry indyka w sosie z zurawina lub bez a w ogole mimochodem rzucic w kierunku podwedzanej czesci ptaka: „my na to wolamy „turek”, jak Amerykanie!” Czy ktos skojarzy, ze nie chodzi o wrogich niegdys Polakom i Europie, przedstawicieli plemion napastniczych z Azji Mniejszej, z krainy Anatolia zwanej lecz o miejscowe amerykanskie symbole dostojenstwa, sytosci i ozdob (korale) w dobrobycie, przy ogolnej zyczliwosci w rodzinnej atmosferze, o czym pomyslec czas przy pelnym jeszcze talerzu. Happy Thanksgiving!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9