Oszczędzić czy zapłacić? (cz.2.)

Oprócz zwiększonych podatków od wielu czynności, od usług, od posiadania nieruchomości, zwierząt etc. coraz częściej przychodzi nam uporać się z wydatkami na oprogramowanie zabezpieczające treści w urządzeniach elektronicznych. Problem ten daje się we znaki w najmniej odpowiednim momencie. Czy instalacja ochronnego oprogramowania oznacza spokojny, bezproblemowy odbiór i wysyłkę naszej poczty elektronicznej? Niestety, nie zawsze. Chociaż droższy produkt ma gwarantować skuteczność. Jednak w przypadku wymuszeń osób trzecich (w części 1.) trzeba podjąć różnorodne czynności, nie tylko z udziałem środków płatniczych. Wielu działaczy polonijnych za każdy rodzaj niepowodzenia obwinia rodaków, przekonując, że u podstaw braku reprezentacji Polonii na wyższych szczeblach administracji stanowej i federalnej leży bierność naszej społeczności, niezrozumienie zasad demokracji. Wielu uważa, że Polonia nie uczestniczy w wyborach do władz, że nie interesują nas nawet nasze sprawy w miejscu zamieszkania. Spójrzmy na biznesmanów. Okazuje się, że właściciele biznesów na terenie Wietrznego Miasta bez promocji i rozgłosu współpracują nie tylko od święta z aldermanami, komisarzami i innymi urzędnikami administracji lokalnej. Na czym polega ta współpraca wie każdy, komu zmniejszono powierzchnię parkingu dla klientów, albo ten komu postawiono znak zakazu przed wjazdem w posesję lub ten, kto nie może doprosić się załatania dziury w jezdni w pobliżu posesji, zabezpieczenia remontowanej studzienki, usunięcia liści, gałęzi i śmieci z chodnika, który niebawem zostanie zasypany śniegiem a to oznacza nałożenie mandatu do $500, według nowej ordynacji finansowej. Współpraca polonijnego biznesu z administracją odbywa się według tradycji i najdawniejszych obyczajów. Wszystko dlatego, że i tu zasada: radny na zagrodzie równy wojewodzie znaczy to samo co na całym świecie. Lepsza miła zgoda niż najbardziej zasadne roszczenia, niż egzekwowane prawo racji i jak powiadają znawcy: tłusty proces. Z wielkich zebrań organizacji polonijnych, które kiedyś zapraszały lokalnych działaczy zostało wspomnienie. Biznesmani w potrzebie spotykają się kameralnie. Wytworzyła się jednak jakaś niekorzystna prawidłowość, że biznesmena operatywnego z ambicjami bezinteresownej pomocy rodakom zawsze dostrzeże jakaś zazdrosna menda a nie mając lepszego pomysłu na siebie roześle spam do odbiorców, według adresów zdobytych w równie nieuczciwy sposób u ofiary. Co robi w końcu polonijny biznesmen aby uwolnić się z opresji hackera? Powoli, dzięki licznym kontaktom i życzliwości policji ustala osobę sprawcy, doprowadza do spotkania w obecności wspólnych znajomych i okazuje zaskoczonemu sprawcy dowody jego nadaktywności.To prawda, tak było. Obeszło się bez przeproszenia i wspólnej wódki ale narazie jest spokój. Komputery odetchnęły.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9