Na drodze do Santa Fe

Przed 2 laty Kasia Sobczyk wyjechala do Polski z Chicago. Dlugo przygotowywala sie do tego wyjazdu. Chyba 10 lat, a moze dluzej. W ostatecznej decyzji pomogl jej jeden z lekarzy, przed ktorym nie ukryly sie postepy jej choroby. Spiewala jak nikt, obdarzona talentem w roznych odmianach. Dzisiaj wystarczy celebrytom dobry sprzet muzyczny i dwie dlugie nogi. Nie trzeba spiewac ani tanczyc. Wystarczy byc. Kasia miala wszystko co potrzebne jest do spiewania i nie tylko, bo duzo wiecej talentow. Kasie znali stali bywalcy polonijnych lokali, poczawszy od M’ Polonez, poprzez Café Lura az do Copernicus w Illinois. Kasia wystepowala tez w NY, w Kanadzie i w kilku osrodkach Polonii spragnionej “Malego Ksiecia”, “Szybkiego Billa” a nawet “Trzynastego”. Historie obecnosci Kasi, jako krolowej big-bitu, dzisiaj raczej pop music, wyznaczaja tytuly Jej przebojow. Na emigracji publicznosc domagala sie przypomnienia, ze “Byl taki ktos, kogo nie zastapi nikt”, a potem “Nie wiem, sama nie wiem czy to warto kochac ciebie”, “Osiemnascie miec lat to nie grzech”, “Biedroneczki sa w kropeczki”, a na koncu “O mnie sie nie martw”. W emigranckiej spolecznosci Wietrznego Miasta Kasia miala swoje miejsce wsrod Polonii. Mowila, ze nie przyjechala tu “robic kariery”. Tak, bo kariera to raczej wschodnie wybrzeze z NY albo zachod i Kalifornia ale nie Chicago, nie Illinois. Nikt nie wie dlaczego kariery nie udaje sie zapewnic poprzez Chicago, gdzie zyje najwieksza po stolicy Polski, spolecznosc, zdawaloby sie sprzyjajaca artystom. Kasia zrobila kariere w Polsce. Stamtad przywiozla przeboje i cala gore optymizmu. Czy odcinala kupony od zasobu slawy? Kasia wystepowala i nagrywala. Kazdy natepny koncert byl artystyczna perelka, odbiegal od poprzedniego. Kasia miala w zyciu szczescie. Dzieki przychylnosci kilku znajomych a przede wszystkim niezrownanej zyczliwosci pani Halinki, mogla sobie pozwolic na niejeden i nie dwa artystyczne odloty. Mogla wyjsc i wrocic kiedy chciala, miec komfort bycia i niemocy, dobrych i zlych chwil. Pani Halinka zawsze byla w poblizu. Nieraz wracalismy nad ranem i nie raz udalo sie pozdrowic Kasie, ktora wolnym krokiem podazala z Café Lura w kierunku znanym tylko sobie. W miare uplywu czasu jej glos nabieral cieplejszej barwy, bywal glebia z tym charakterystycznym “zwezeniem”, ktory zachwyca wykonawcow kazdego rodzaju muzyki a szczegolnie jazzu. Pewien znany ch-gowski perkusista, ktory bierze udzial w wielu sesjach muzycznych forsowal opinie, ze talent Kasi, nie jest w pelni doceniony, ze powinna z zespolem wlasnych muzykow zaproponowac swiatu cos innego, cos wiecej niz pop. Nie on jeden mial jakis projekt w zanadrzu. Kasi udalo sie nagrac dwa odrebne zestawy utworow, dzisiaj sa to juz historyczne CD: “Niewidzialne” we wspopracy z Andrzejem Gozdkiem i “Ogrzej mi serce” z Jackiem Kaflem. Ostatni utwor juz poza CD napisali dla niej dwaj panowie z Wietrznego Miasta: Wojciech Borkowski (tekst) i Janusz Pliwko (muzyke). Jeszcze przed wyjazdem z Chicago zdazyla nagrac te opowiesc o dziewczynach z Santa Fe. Dzisiaj, gdy tyle niekorzystnych wiesci nadchodzi dla emigrantow z Arizony, utwor ten wydaje sie byc proroczym w sugestywnym wykonaniu krolowej popu lat ubieglych w Polsce. I z Santa Fe blizej do Albuquerqe w Nowym Meksyku, niz do Arizony, to los emigrantow taki sam. Kasia zostaje dla nas w swoich przebojach a artystom, poszukujacym wlasnej drogi na emigracji zycze aby na trasie do Santa Fe spotkali pania Halinke. Na youtube jest wiele muzyki z Santa Fe w tytule ale wykonania Kasi brak. Moze autor muzyki a moze tekstu, dysponuja caloscia. Warto poznac.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9