Oszczednosci w edukacji

Rodacy w Chicago maja powody do zadowolenia. Nie wszyscy ale napewno wlasciciele nieruchomosci. Nie wszystkich, ale pewnej, znaczacej czesci. Burmistrz miasta oglosil stan stabilizacji podatkow w tym roku. Oznacza to, ze podatek od nieruchomosci przez jakis czas pozostanie wartoscia niezmienna. Czy po wyborach na stanowisko burmistrza, sytuacja w tej czesci finansow utrzyma sie, trudno zgadnac. Jest pewne, ze ten kto liczyl na wiecej, znajdzie sposob aby otrzymac zaplanowane dochody. Rodakow zywo intersuje ten temat bo nieruchomosci w Chicago sa w lwiej czesci wlascicielskie lub z udzialem amerykanow polskiego pochodzenia. Jesli dolozyc do tego program burmistrza, zakladajacy w tym roku oszczednosc w upiekszaniu miasta iloscia 4 tys. nowych drzewek, to oczywista staje sie zacheta do zaciskania pasa. Jak widac na przykladzie miejskim, zaczynamy od zieleni, choc ten kolor to dla nas nie tylko przyroda ozywiona. Z innych oszczednosci warto wspomniec pociete lub zlikwidowane programy szkolne. Nie ma pieniedzy na edukacje. Tu oszczednosci zaczynaja sie od skasowania programow pozalekcyjnych ale nie tylko. Studenci nie otrzymaja stypendiow w dotychczasowej wysokosci albo wcale. A przeciez nie tylko czesne jest drozsze. Z wyjatkiem zawsze pochwalonych polonijnych szkol sobotnich, cala edukacja w Illinois zawsze byla krytykowana. Tymczasem kto chcial to sie uczyl, a kto nie, to tylko wypelnial tzw. obowiazek szkolny. Trudno stwierdzic jak wielu doroslych Amerykanow polskiego pochodzenia mile wspomina sobotnie szkoly z jezykiem polskim, odrobina historii i geografii. Coraz czesciej zdarza sie, ze osoby zajmujace eksponowane stanowiska w amerykanskich urzedach, przyznaja sie do polskich korzeni. W ten sposob oblaskawiaja aktualny lub przyszly elektorat. Wystepujac przed kamerami, znaja dwa, trzy slowa w jezyku babci lub dziadka, bo juz nie taty ani mamy. Trzeba przyznac, ze tzw. postsolidarnosciowa emigracja przywiozla tu wiecej angielskich slowek niz znali sami tubylcy. Mlodziez, ktora teraz odwiedza swoich bliskich w wakacje zna ich wiecej. Nauczyciele prowadzacy popularne programy wakacyjnej nauki jezyka angielskiego sa mile zaskoczeni stanem wiedzy przybyszow z Polski. Wystarczy wiec podszlifowac akcent i start w "american dream" blizszy niz przed laty. Moze warto w tej sytuacji wesprzec aktualnie urzedujacych dostojnikow poprawnym polskim jezykiem, szczegolnie gdy ich wystapienia maja oblaskawic elektorat dwujezyczny, z przewaga ojczystego. Dostojnik nie musi sam wszystkiego wykonac. Wystarczy wystawic rzecznika…lub rzeczniczke. Najlepiej gdy spelnia wymagania jak w pewnym ogloszeniu: “zatrudnie sekretarke, najwyzej do lat 25, z doswiadczeniem, bieglym polskim i angielskim, wyksztalcenie wyzsze mile widziane, dyspozycyjnosc wskazana, sytuacja osobista uregulowana, casting w dniu…”. Milych wakacji!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9