Nasza emigracja

Rozwazanie spraw emigracji ma szczegolne znaczenie w zwiazku z parada 3 Maja, Dniem Konstytucji. Wraz z imprezami towarzyszacymi, wielkie spotkanie rodakow odbywa sie w downtown w sercu Chicago. Paradujemy, pokazujemy sie ale niepokoj wzrasta. Niepokoja nas nie na zarty aktualne rozwiazania prawne przeciw emigracji w stanie Arizona. Ameryka Pólnocna, w znanej dla tego kontynentu historii, nie miala dobrej passy dla emigracji. Pierwsi Europejczycy, odkrywcy tego ladu karczowali lasy i tubylcow, Indian, uzasadniajac to zdobywaniem miejsca do zycia dla nowych osadnikow. Dominacja bialych a nastepnie czarnych mieszkanców stala sie faktem. Pierwsze „amerykanskie regulacje imigracyjne” polegaly na niedopuszczaniu osób chorych, dotknietych widocznym inwalidztwem oraz nie rokujacych mozliwosci samodzielnego utrzymania sie, zwlaszcza nieproduktywnych. Czy byla to dyskryminacja czy rownosc w likwidacji? Za byle przewinienie, za sam fakt istnienia zycie tracili czarni, czerwonoskórzy i inni kolorowi a teorie wprowadzajace demokracje do praktycznego stosowania kwitly w najlepsze. I choc dzis, mamy wprawdzie rok 2010 pomysly ze sredniowiecza rodem podawane sa na tacy majestatu Arizony, Utah i nie tylko. Przypisywanie sklonnosci antydemokratycznych ustawodawcom Stanu Arizona okazuje sie dzialaniem chybionym, skoro przyjeli je, pokazujac innym stanom US i swiatu, cos od czego ojcowie zalozyciele tego panstwa starali sie uciec najdalej. Curiosum polega na tym, ze potomkowie emigrantów, wydaja zakaz wjazdu i osiedlania sie innym osobom na zdobycznym terytorium, poniewaz „aktualnie taka jest potrzeba chwili”. Obecni mieszkancy tego kontynentu, nie pamietaja bo nie moga, ze potega USA wyrosla na pracy i jej docenianiu. Tak wiec zamiast powiekszac swoja potege, promujac ethos pracy i dobrze ja wynagradzac, zamiast kontynuowac najlepsze amerykanskie wzory dorabiania sie dzieki niej, czyni sie wszystko aby tego nie robic. Promuje sie lenistwo, wspierane zapomogami, dyspersje przemyslu do krajów trzecich, specjalizacje tak waskie, ze niebawem jeden drink bedzie podawal barman (wiadomo dlaczego), psycholg (tlumaczac szkodliwosc), kiper z dietetykiem (informujacy o zaletach umiaru) oraz kilku innych, a kazdy pobierze swoja prowizje. Rozumie sie od osoby spragnionej odrobiny alkoholu z lodem lub bez. To przyszlosc. Czy bardzo odlegla? Dzisiaj wzorem tlumow staje sie bozyszcze, które nic nie wie, niczego nie wykonuje, nie osiaga zadnych rekordow, ale ma popularnosc, stajac sie z dnia na dzien idolem. Czyli kim? Zenada odpowiadac nawet! Dzisiaj praca amerykanska nie jest warta potarganego na drobne, zielonego lub czerwonego dolara Zimbabwe. To dlatego przemysl po cichu wyniósl sie do Chin i innych krajów gdzie ludziom sie jeszcze chce. A zyc trzeba. Aby te operacje przeprowadzic, trzeba bylo przybycia kilkudziesieciu milionów Meksykanów i innych, bo dzieki ich ciezkiej i prawie darmo oddanej pracy, mozna serwowac tanie owoce, produkty, uslugi. Teraz jednak, wydaje sie, nie sa nam oni juz tak potrzebni. Nie sa nam zreszta równiez potrzebni glupi i leniwi Amerykanie, którzy nie zorientowali sie jeszcze do czego doszlo. Najpierw wiec przy pomocy zglodnialych i oglupionych obywateli Amerykanskich, proponuje sie akcje pozbywania sie przybyszów. Wykonanie tego zadania mozliwe jest metoda kolejnych deportacji, dyskryminacji obcych i jezeli bedzie to konieczne, innymi restrykcjami i dolegliwosciami. Jezeli „rdzenni Amerykanie” nie zabiora sie do pracy za psie centy, bedzie trzeba siegnac po inne, bardziej przekonujace argumenty. Nie ulega najmniejszej watpliwosci, ze analfabeci nie majacy pojecia ani o prawach ludzkich, ani boskich, napisza kolejne przepisy (paragrafy), które beda nie tylko obrazac rozum ale wszystkich tych, ktorzy w imie wolnosci Stanów Zjednoczonych oddali swoje zycie. A oto dowód na bezwartosciowosc amerykanskiej pracy. Gdyby praca Amerykanina miala wartosc, rzad i biznes staral by sie zrobic wszystko, aby jak najwiecej obywateli mialo to produktywne zajecie, bo jak wszyscy wiemy, dochód z podatków bylby znakomicie wiekszy. Moze nie byloby wcale deficytu i oplacalo by sie zatrudnic kolejne dziesiatki milionów imigrantów, którzy zasilajac kase podatkami, doprowadziliby wkrótce do tego, ze rzad USA móglby za gotówke wykupic od Palestynczyków strefe Gazy, czy od piratów somalijskich, bezpieczenstwo zeglugi, a takze Talibow, bo oni tez daja sie kupic. Jest tylko kwestia ceny. Niestety rzad USA zostal zmuszony przez swoich obywateli do szukania dochodów tam, gdzie wprawdzie niczego sie nie wytwarza ale sa wirtualne korzysci. Miliony emigrantów z calego swiata, takze i rodacy, pchaja sie tutaj ze swoimi pomyslami i checiami podjecia pracy. To oznacza, ze chca oni równiez placic podatki. Dlaczego w Ameryce, ktos wmawia, ze to nie je st dobry interes? Nie jest, gdyz okazuje sie, ze lepiej handlowac akcjami banków, które udzielily pozyczek pod zastaw nieruchomosci, których ceny od kilku lat leca na leb na szyje. Taki handel wymaga wprawdzie laptopa i polaczenia z internetem. Miedzy jedna a druga odwiedzana strona web, mozemy kliknac i przeksiegowac od niechcenia te glupie pare miliardów by otrzymac prowizje. Nie ma najmniejszego znaczenia czy „nasz” bank stracil czy zyskal. To nasza prowizja ksiegowana jest zawsze po stronie „ma”!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9