Dorula, Wojciech

07 Czerwca 2016

Góral z dziada pradziada, mimo że nie ma na imię Jędrek. Dziennikarz, biznesmen, działacz. Co w Stanach robił? Łatwiej chyba powiedzieć, czego tu nie robił. Bo imał się wszystkiego. No, chyba może tylko poza pędzeniem „księżycówy” w Kolorado, przerzutem imigrantów przez Kanadę do USA, produkcją nielegalnych oscypków i innymi, tradycyjnymi zajęciami podhalańskimi w Stanach. Pracował w sklepie legendarnych Bobaków - pierwszych górali, którzy siecią supermarketów i produktami polskimi (kiełbasa od Bobaka po dziś dzień śni się wielu Jankesom) podbijali Amerykę. Wojtek działał też jako menedżer w Domu Góralskim oraz w supermarketach Shop’n’Save Market w Bridgeview czy Des Plaines pod Chicago. A ostatnio wylądował u jeszcze większego potentata - w Mariano’s. I mimo, że nie Włoch czy inny Grek, rządzi w biznesie, który ostatnio należy do naszybciej rozwijających się w Stanach. Jak on to wszystko robi? Nie wiadomo. Znajomych w Białym Domu raczej bowiem nie ma. Podobnie, jak wuja w ONZ czy szwarga w NATO. A jednak idzie do przodu, jak nie przymierzając czołg „Rudy” na Berlin. Ci, co go znają, nie mają jednak wątpliwości - decyduje góralski upór i siła przebicia, doświadczenie i przede wszystkim umiejętność przystosowania się do warunków oraz talent do pracy z ludźmi. Jako menedżer, Wojtek umie gadać z każdym. I nie używa paralizatora, ani nawet pejcza, a mimo to jest w stanie sprawnie zarządzać nawet największą placówką handlową, gdzie pracują dziesiątki ludzi i przewijają się tysiące klientów. Ale to jeszcze nie wszystko! Dorula zarządza także własną firmą promocyjno-impresaryjną WD Promotions. Nic dziwnego - prowadzi wiele imprez góralskich, przeglądów artystycznych i imprez okolicznościowych. Stąd znajomość estrady i kultury masowej. Nie tylko spod znaku Janosika... Jeden z tych nielicznych górali, o których krewcy krajanie nie mogą złego słowa powiedzieć. Choćby nawet bardzo chcieli. Dogaduje się ze wszystkimi. Urodził się w Bańskiej Wyżnej, działa w Kole Poronin, a wspólny język znajduje z góralami z innych rejonów „Tater”. Nawet tak odległych, jak... Tarnów, gdzie - jak twierdzą tubylcy spod miejscowej Góry Marcina - zaczyna się powoli Podhale. Jak on to robi? Red. Dorula to filar góralskiego radia w Chicago. Jest też oficjalnym korespondentem, reprezentującym Związek Podhalan w Ameryce Północnej. Ba - jest dyrektorem medialnym tej zasłużonej organizacji. No i wszystko to łączy z życiem rodzinnym. Jak on to robi? Wie chyba tylko jego żona, Małgorzata. Znajomi przypuszczają, że Wojtek, od co najmniej 5 lat w ogóle nie kładzie się spać. Na początku pewnie było ciężko, ale potem jakoś się przyzwyczaił. I dalej tak ciągnie. No bo inaczej nie da się wytłumaczyć tego fenomenu. Wojtek ma jedną, dobrą cechę. Nie tylko w konfesjonale mówi prawdę. I mimo to, nikt go jeszcze nie zastrzelił, nie wziął do sądu, ani się na niego poważniej nie obraził. No i jeszcze nigdy Wojtek nie wracał z imprezy z ciupagą w plecach. Co w góralskich warunkach jest prawdziwym fenomenem... Niezwykle sprawny warsztatowo. W radiu góralskim radzi sobie doskonale. Potrafi równie dobrze, pełną piersią ryknąć gwarą bacowską przyśpiewkę, co idealną polszczyzną skomentować najnowsze wydarzenie polityczne znad Wisły. Jeden z tych podhalańskich dziennikarzy i działaczy, którzy mocno wrośli już w amerykańską rzeczywistość, ale mimo to nadal czują się blisko związani z polskością. W sumie więc, idealny kandydat na następnego prezesa Związku Podhalan w Ameryce Północnej. Choć z drugiej strony, aż tak źle to mu jednak nie życzymy, biorąc pod uwagę trudną sytuację naczelnego bacy, który musi nieźle lawirować między różnymi interesami, grupami nacisku, klanami, kołami organizacji czy indywidualnymi góralami. Z których każdy - jak wiadomo - nosi w sercu miłość do gór, ale w plecaku - ciupaskę. Tak na wszelki wypadek, bo przecież władza władzą, ale sprawiedliwość zawsze musi być po właściwej stronie...

ANDRZEJ WĄSEWICZ

Dodaj komentarz

Powrót