Stobiecki, Ireneusz

06 Marca 2016

Legendarny bioenergoterapeuta, znany po obu stronach oceanu. Zaczął już dawno temu, w Polsce. Na jego terapie grupowe przychodziły tysiące. Potem przeniósł się do Stanów. I obecnie działa głównie z Chicago, odwiedzając m.in. Nowy Jork, Detroit, Florydę oraz starą, dobrą Europę. Pan Ireneusz jest niezwykłym „cudotwórcą”. Nie tylko praktykuje, ale i intensywnie sam się doszkala, studiując siły wyższe, niedostępne przeciętnemu śmiertelnikowi. Jeździ wszędzie tam, gdzie można bliżej poznać nieznane moce. I np. jako jeden z nielicznych, nie tylko już uzdrawiaczy, ale i w ogóle białych, dotarł do legendarnych, magicznych i „cudotwórczych” Kahunów, mieszkających na niedostępnej wyspie hawajskiej. A nie było to łatwe. Lekkomyślnym intruzom, bez wyraźnego zezwolenia wkraczających na ich ziemię, grozi tam wręcz śmierć, gdyż cały teren uważany jest za święty i stanowczo zakazany osobom postronnym. Nie wiadomo jakim cudem polski bioenergoterapeuta zdołał uzyskać zgodę nie tylko na wjazd, ale i udział w tajemnych i magicznych ceremoniach Kahunów. A jest to spore wydarzenie. Kahunowie słyną m.in. z tego, że... przywracają zmarłych do życia. Nie wszystkich i nie w każdym przypadku, ale jednak. Metoda jest podobno najskuteczniejsza w przypadku osób, które utonęły. Co w tym rejonie zdarza się nagminnie. Stąd wiedza Kahunów, której nie potrafią wyjaśnić przedstawiciele współczesnego świata nauki. Czyżby więc pan Ireneusz posiadł tajemną wiedzę kahuńskich magów i ich zdolności przywracania życia? Sam zainteresowany bardzo oszczędnie komentuje swe doświadczenia z podobnymi, ostatecznymi siłami paranormalnymi. Ci jednak, którzy mieli okazję do skorzystania z terapii sławnego bioenergoterapeuty zaklinają się, że może on dosłownie wszystko. No, prawie wszystko... Ale w polonijnych realiach, w grę nie wchodzi jednak raczej wskrzeszanie topielców, lecz typowe przypadki cywilizacyjne. Związane np. z chorobani serca, nowotworami, schorzeniami reumatycznymi. Choć trzeba przyznać, że w niejednym takim przypadku, potrzebne jest też swoiste wskrzeszenie, polegające na przywróceniu do normalnego życia. Co panu Ireneuszowi udaje się doskonale. Nic dziwnego, że jego sławna, czerwona, gruba księga uzdrowień, z wpisami wdzięcznych pacjentów, rośnie z każdym miesiącem. Czasem, pan Ireneusz proszony bywa o wykorzystanie swych nieprzeciętnych zdolności w celu... zaszkodzenia bliźnim. Zleceniodawca chce na ten przykład wykończyć biznesową konkurencję. "Przyszedł kiedyś pewien dżentelmen, który stwierdził, że jego były pracownik nieuczciwie otworzył w pobliżu rywalizujący biznes w postaci warsztatu samochodowego, w Chicago" - wspomina pan Ireneusz. "I ten klient prosił mnie, żebym „coś z tym zrobił”. A najlepiej - żebym „nabawił konkurenta jakiejś choroby, niedomagania lub ogólnych kłopotów. Rzecz jasna nie zgodziłem się". Z „czarna magią” nie ma żartów. Negatywne energie zawsze bowiem w jakiś sposób wracają, uderzając w tych, którzy je uwalniają lub wykorzystują. Niby racja, ale z drugiej strony szkoda, bo biznes z pewnością byłby niezły, biorąc pod uwagę polonijne realia. Usługi w zakresie np. prowokowania deportacji, choroby, wypadków samochodowych, nieszczęść rodzinnych czy problemów biznesowych miałby olbrzymie wzięcie. Były również sugestie, by pan Ireneusz, zajął się w tym kontekście technikami czarowników voodoo... wbijając szpilę kukiełkom nielubianych osób. Pojawili się nawet „biznesmieni”, proponujący otwarcie w polonijnej dzielnicy odpowiedniego punktu usługowego dla rodaków. Na szczęście jednak, do najgorszego nie doszło. I jeżeli kogoś łupie w krzyżach, kłuje w dołku czy wali we łbie, to na pewno nie jest wina pana Ireneusza. Poprzestaje on jedynie na pomaganiu, a nie szkodzeniu ludziom. I konsekwentnie umacnia swą renomę jako najskuteczniejszy i jednocześnie najbardziej przystępny bioenergoterapeuta polski. Problem jedynie w tym, że jest bez przerwy rozchwytywany. I - w związku z częstymi wyjazdami - coraz trudniej go namierzyć w Chicago. Dlatego też zachęcamy do rezerwowania jego usług z odpowiednim wyprzedzenien. Bo o skuteczność się nie boimy. Pan Ireneusz może z martwych jeszcze nie wskrzesi, ale z pewnością postawi na nogi tych wszystkich, którzy - z różnych powodów - z tychże nóg lecą. I zrobi to - co nie mniej ważne - bez konieczności brania przez pacjenta drugiej albo i trzeciej pożyczki na dom. Czego - niestety - nie można powiedzieć o wielu innych „cudotwórcach”.

Dodaj komentarz

Powrót