Choroszy, Barbara

28 Lutego 2016

Dziewczyna nie z tej Ziemi! A konkretnie - z Oriona. Aktorka, dziennikarka, propagatorka wizji, o jakich nawet pracownikom NASA się nie śniło. A idzie to mniej więcej tak... Ziemia, jak powszechnie wiadomo, zagrożona jest zagładą z rąk samej ludzkości. Pytanie tylko, kiedy to się stanie. Zdaniem dobrze zorientowanych - raczej wcześniej, niż później. Co w tej sytuacji robić? Jakimś wyjściem jest sprzedanie domu, samochodu i żony oraz jak najszybsze przehulanie kasy. Innym - strzelenie sobie z tej frustracji w łeb. Ale red. Choroszy znalazła trzecie wyjście, dające ludzkości jakąś szansę. I to niezwykle atrakcyjną. Można mianowicie uciec na... Oriona. Planeta ta jest wprawdzie położona dość daleko od Ziemi, ale na szczęście mogą nam asystować dobre duchy -  anioły, właśnie stamtąd, zainteresowane wsparciem rodzaju ludzkiego w sytuacji ostatecznego zagrożenia naszej cywilizacji. Dodatkowo, na kuli ziemskiej znajdują się pewne miejsca mocy (podobne do legendarnych czakramów) i kontaktu z tą pozaziemską cywilizacją. Mówi się tu m.in. o prasłowiańskiej górze Ślęży oraz o egipskiej piramidzie Cheopsa. Zwłaszcza ten drugi obiekt jest obiecujący. W trzewiach tego kolosa ma się bowiem znajdować stacja kanału przerzutowego na Oriona. Stąd będzie można, w odpowiednim statku kosmicznym, uciec z ginącej Ziemi. Niestety, liczba miejsc dla potencjalnych podróżników jest ograniczona, ale ożywione kontakty z istotami z kosmosu mogą zaowocować dodatkowymi biletami poza Ziemię, ale tylko dla osób wierzących w „misję Oriona”. Stąd wskazane zainteresowanie tym programem i wcześniejsze rezerwacje. Niestety, nie każdy może sobie też pogadać z aniołami. Do tego celu służą specjalni pośrednicy, o zdolnościach medialnych, odbierające przekazy od istot pozaziemskich. Jednym z nich jest Lucyna Łobos z Wrocławia, mająca dar wyszukiwania czakramów i prowadzenia konwersacji z istotami z Oriona. Pani Lucyna, która przeżyła (własną) śmierć kliniczną, współpracuje z panią Barbarą i czasem prezentuje się szerszej, polonijnej widowni. Mimo, że brzmi to dość skomplikowanie i nierealnie, wyznawców orionizmu nie brakuje. A dzieje się tak w dużej mierze dzięki samozaparciu, wiedzy i urokowi osobistemu pani Barbary. Poprzez specjalistyczne seminaria, książki i audycje radiowe popularyzuje tę tematykę, systematycznie rozszerzając rzeszę wyznawców zbawczej podróży w kosmos. Skąd taka popularność dość ambitnej teorii? Stąd, że chyba jako jedyna filozofia na świecie łączy w sobie wiele tajemniczych elementów naszej rzeczywistości, które skądinąd niezwykle trudno połączyć. A więc piramidę Cheopsa ze Ślężą, Oriona z Jackowem, zaburzenia geofizyczne Ziemi, grożące mega-tsunami z azylem w szwajcarskich górach czy też niezwykłe rysunki na łuskach karpia polskiego z tajemniczymi, międzynarodowymi kręgami w zbożu. Pani Barbara ma niezwykłe umiejętność łączenia tych elementów. To właśnie dzięki niej rozpoczęto prace wykopaliskowe na Ślęży, przerwane przez władze kościelne po znalezieniu tajemniczych struktur podziemnych pod posadzką miejscowego kościoła. I to dzięki pani Barbarze, władze archeologiczne Egiptu zgodziły się na dokładniejsze przebadanie piramidy Cheopsa, gdy tylko zgromadzone zostaną odpowiednie środki. Intensywne gromadzenie trwa... Oczywiście nie brakuje i takich, którzy twierdzą, że pani Barbarze permanentnie i dogłębnie się wszystko poprzestawiało. Ale z drugiej strony nie da się ukryć, że wiele elementów jej teorii jest po prostu fascynujących. I nawet, jeżeli ktoś nie wybiera się jeszcze, choćby na jeden weekend, na Oriona, to i tak może z zainteresowaniem wysłuchać, co na tej planecie piszczy. Najważniejsze jednak, że pani Barbara sięga „tam, gdzie wzrok nie sięga”, by zacytować klasyka. I porywa za sobą tłumy. Z niecierpliwością czekamy więc na kolejne seminarium, na którym przekonamy się, że poza krakowską podsuszaną i comiesięcznym „morgieciem”, są jeszcze sprawy, o których się filozofom, pracownikom Urzędu Skarbowego oraz agentom FBI i „immigration” nie śniło. A śnić nam zawsze pomoże niezawodna pani Barbara, która dla dobra Polonii i reszty świata jest w stanie zaangażować siły nie tylko własne, ale również i nie z tego świata. I choć na razie szansa, że spod piramidy Cheopsa wystartujemy niedługo w podróż życia na Oriona jest znacznie mniejsza, niż na ten przykład wylosowanie „zielonej karty”, to jednak pomarzyć można. W końcu to (prawie) nic nie kosztuje...

Dodaj komentarz

Powrót