Kapuścińska, Paulina

14 Lutego 2016

Byyła konsul generalna RP w Los Angeles i - ostatnio - w Chicago. Odwołana z końcem  stycznia 2016. Gdy meldowała się na placówce, niektórzy ze zdziwieniem pytali, czy Polska rzeczywiście nie ma już dorosłych dyplomatów, skoro przysyła przedstawicielkę prosto ze szkoły średniej. Szybko się jednak przekonali, że młodzieńczy wygląd myli, a pani konsul to stara (ale tylko doświadczeniem!) wyga służby konsularno-dyplomatycznej. Ma na koncie tyle fakultetów, szkoleń i renomowanych miejsc pracy (w tym - u premiera i w Ministerstwie Spraw Zagranicznych), że swobodnie możnaby tym obdzielić POlskich dyplomatołków  z co najmniej POłowy Afryki. Pani Paulina podjęła się trudnego, niewdzięcznego, a niektórzy mówią - że wręcz samobójczego zadania, którym jest funkcjonowanie przedstawicieli polskich władz w polonijnym środowisku Chicago. Podzielonym, jak Polska za cara Aleksandra i cesarza Józefa. Albo innych pierwszych Piastów. Kiedyś sytuacja była prosta - „za komuny”, przed konsulatem demonstrowali tylko przeciwnicy reżymu. A to „Pomost”, a to „Solidarnośc”, a to sympatycy „żołnierzy wyklętych”. Dziś wszystko się przemieszało. I tego samego dnia, przed budynkiem przy 1530 N. Lake Shore Dr. ścierają się najróżniejsi patrioci.  Z jednej strony np. - grupa „KODziarzy”. A więc zwolenników Komitetu Obrony Demokracji, mająca za swego guru liberała bankowo-finansowego, Ryszarda „Franka” Petru. A z drugiej strony mocno atakują rdzenni Polonusi z bractwa antykomunistycznego, często śpiewający znaną pieśń patriotyczną, z wzmianką o podstawowych narzędziach kontraktorskich - „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. No i stań tu, człowieku, pomiędzy tymi siłami wyższymi i próbuj się inteligentnie kopać, dogadać, a przynajmniej wysłuchać bez własnych strat w ludziach! Dlatego też, w takich sytuacjach, pani konsul co najwyżej uważnie choć dyskretnie przygląda się zadymie przez okna konsulatu, robi zdjęcia (jako turystyczną pamiątkę pobytu w Chicago rzecz jasna) i nie wychodzi do szalejącego tłumu. Tym rozsądniejsze to postępowanie, że ma alibi - demonstracje przypadają głównie na dni weekendowe, kiedy to konsulat formalnie nie pracuje. Tzn. nadal śledzi Amerykanów, ale Polonusów, w sprawach wizowo-paszportowych, na ten przykład już nie obsługuje. Mimo trudnych warunków środowiskowych i atmosferycznych, konsul Kapuścińskiej, przez ponad 3 lata udawało się umiejętnie manewrować wokół wrogich sobie obozów polonijnej polityki. Słowem - slalom gigant. Który zaliczyła na piątkę. I - przynajmniej naszym zdaniem - powinna zostać wybrana do grona co najmniej jurorów kolejnej zimowej olimpiady. Ale, rzecz jasna, niezadowolonych nigdy nie zabrakło. Największe pretensje do konsul Kapuścińskiej miały środowiska prawicowe. Że nie nagłaśnia ich imprez i nie uwzględnia postulatów. Jak choćby dotyczących ponownego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, antykomunistycznej lustracji Polonii czy też prośby o większy udział USA we wspieraniu incjatyw patriotycznych w Polsce. Konsul Kapuścińska została ostatnio mianowana do nagrody radiowej „Wietrznego Radia ( Polski FM) - „Polonus Roku 2015” za sprawne zorganizowanie wyborów polskich -  prezydenckich i parlamentarnych w rejonie chicagowskim. A że były zoroganizowane sprawnie świadczy już choćby fakt, że w trakcie tych elekcji policja nie miała zbyt wiele roboty, obyło się bez strat materialnych i interwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Słowem, o pani Paulinie jeszcze z pewnością nie raz usłyszymy. A może nawet ją zobaczymy. Świętujących odejście pani konsul przestrzegamy - z praktyki polskiej polityki zagranicznej wynika, że czasem następuje rotacja zwrotna.  I konsul Kapuścińska może tu jeszcze wrócić. A że ma u boku mocnego męża, podobno konkretnie umocowanego właśnie w resortach siłowych, może się okazać, że radość ta była przedwczesna. I niejednego zaboli...

(FOT. CHICAGO TRIBUNE)

Dodaj komentarz

Powrót